zaglebie-lubin.net


Internetowe Forum Kibiców Zagłębia Lubin - to już 10 lat z Wami!
Teraz jest 2017 lis Pt 24, 14:05

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 157 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: O Nas-Kibicach
PostNapisane: 2007 paź So 20, 13:30 
Offline

Dołączył(a): 2007 wrz Pt 14, 19:16
Posty: 206
Lokalizacja: z krainy marzeń..
Wklejajcie ciekawe artykuły, wypowiadajcie się czym dla was jest kibicowanie, co wam daje, wszystkie opinie dyskusje. Zaczynamy.
PZDR
Pochwała lokalnej wspólnoty

W "Napoleonie z Notting Hill" G.K. Chesterton, wybitny anglosaski pisarz katolicki, oddaje hołd idei lokalnych wspólnot. Własny lokalny sztandar, lokalne barwy - rzeczy całkowicie niematerialne, lecz właśnie dlatego najważniejsze. Istotne na tyle, by warto było dla nich żyć i umierać. Dzisiaj wspólnoty takie - czy to się komu podoba, czy nie - tworzą piłkarscy kibice. Zamiast chorągwi mamy klubowe szaliki, lecz istota sprawy pozostaje taka sama. Solidarność z własnym klanem, cześć dla własnych, specyficznych symboli to znak rozpoznawczy współczesnego kibica.

W czasach komunistycznych jakże często stadiony należały do nielicznych, obok kościołów, enklaw wolności. Paradoksalnie, bo sport służyć miał przecież przez dziesięciolecia propagandzie sukcesów socjalizmu. Niedostrzeżenie przez komunistyczne władze zagrożenia, jakie stanowiły pozbawione ścisłej kontroli stadiony piłkarskie, stało się jednym z gwoździ do trumny PZPR. Telewizja musiała przerywać lub szatkować transmisje, bo ludzie skandowali "Solidarność" albo obrażali władzę. Na stadionach przekonywali się, że podobnie myślą inni. W takiej atmosferze kształtowało się również nowe poczucie wspólnoty lokalnej. Określenie "mój klub" wyznaczać zaczęło dumę z miejsca urodzenia; dumę, której nie było w stanie obudzić socjalistyczne państwo.

W artykule "Ojczyzna" Jerzy Jankowski wyraził opinię, że kibice to osobnicy "obwieszeni biało-czerwonymi szalikami", którzy chcą uchodzić za patriotów, zaś patrioci wśród młodych ludzi są " "zupełnie gdzie indziej". Opinie takie rażą nieprawdziwością.

Po upadku systemu komunistycznego kibice przyczynili się do tworzenia patriotyzmu lokalnego, a podczas spotkań reprezentacji Polski do promowania więzi narodowej. Dziś ich wspólnoty, obecne także w niedużych miasteczkach, często stanowią ostatni bastion obrony przed trującym jadem politycznej poprawności.

Ludziom, którzy nigdy nie byli na meczu, stadiony kojarzą się wyłącznie z rozróbami. I tylko im. Przekaz medialny powoduje, że jeśli do zadymy dojdzie na jednym ze stu meczów, głośny będzie właśnie ten jeden. Reszty zwykły człowiek nie zauważy.

Istota systemu wartości kibiców to nadal solidarność (choć już przez małe "s") z własnym klanem, cześć dla własnych, specyficznych symboli. A człowiek, który potrafi żyć i szczerze uczestniczyć we własnej małej ojczyźnie, jest na najlepszej drodze, by odczuwać w stopniu większym niż ktokolwiek inny przynależność do wspólnoty wyższego rzędu - do całego narodu. Nie przypadkiem to wokół naturalnych lokalnych wspólnot skrystalizowały się pierwsze ogniska, pokazujące jedność narodowej wspólnoty po śmierci Jana Pawła II.


Myślę, że w razie wojny to owi pogardzani "chuligani", a nie ubrani w drogie garnitury yuppies, stanęliby dziś w pierwszym szeregu do walki w obronie ojczyzny. Więcej spośród tych drugich podpisałoby folkslisty lub lojalki - byleby pozwolić im korzystać z drogich sklepów i nie przeszkadzać w karierze.

W październiku 2005 r. zmarła legenda kibiców Lechii Gdańsk, Tadeusz Duffek - w latach 80. lider trójmiejskiej Federacji Młodzieży Walczącej, zasłużony dla walki o niepodległość, o których to zasługach wspominał marszałek senatu Bogdan Borusewicz.

Takich ludzi było i jest w całej Polsce setki, jeśli nie tysiące. Działania kibiców zaangażowanych patriotycznie wymieniać, można by długo. Kibice Legii, czczący pamięć Romana Dmowskiego i warszawskich powstańców, fetujący wizytę papieża Benedykta XVI; kibice Lecha Poznań, organizujący oprawę z okazji Czerwca 1956; przemyski Czuwaj, aktywnie uczestniczący w promowaniu harcerstwa i postaw patriotycznych.

Warto kibicować, warto utożsamiać się z jakimś klubem. Dlaczego? Dlatego, by związać się ze swoją małą ojczyzną. W czasach globalizacji, gdy przywiązanie do korzeni dla wielu przestaje być wartością, kibice z dumą podkreślają, skąd pochodzą

Kibica może zrozumieć tylko drugi kibic. Kibicowanie to nie tylko mecze, ale również sposób na życie. Jest fascynujące, że ludzie z różnych sfer utożsamiają się z danym klubem, miastem, regionem i jeżdżą na mecze z udziałem swoich zawodników, często narażając życie i zdrowie.
We wstępie swojej książki "Fani chuligani. Rzecz o polskich kibolach", która ukazała się w 2004 r., napisałem, że kibice są różni. Są wśród nich ludzie lubiący zadymy, są ultrasi (organizatorzy choreografii na trybunach, podgrzewający atmosferę) i wreszcie ci, którzy przychodzą na stadion dla samej gry. Ile osób na stadionie, tyle motywów pójścia na mecz. Dzięki meczom i całej otoczce im towarzyszącej można choćby na chwilę zapomnieć o pracy, wrednym szefie, codziennej szamotaninie czy kłopotach w domu.

Klub jest czymś wyjątkowym dla zagorzałych fanów. Przyciąga swoją magią, która bierze się z tradycji przekazywanych często z pokolenia na pokolenie, z legend traktujących o przygodach sprzed lat. Trudno to jednak opisać, to trzeba przeżyć. Przeciętnej osobie, nie interesującej się sportem, trudno zrozumieć kogoś, kto za własne pieniądze tłucze się po całej Polsce za swoim klubem. Dla kibica barwy czy herb klubowy stanowią świętość. Fenomen kibicowania trafnie przedstawił Wojciech Wencel, poeta i krytyk literacki, a jednocześnie zagorzały kibic Arki Gdynia. W jednym z wywiadów powiedział: "kibicowanie to mit, który poznaje się w dzieciństwie i od którego później trudno się uwolnić. To mit wiążący ludzi, podobny do wspólnoty narodowej czy regionalnej, ale jeszcze silniejszy. Jest to pierwotne, ale szlachetne. Kibiców przedstawia się jako chuliganów, ale tak nie jest". Zgadzam się z Wojciechem Wenclem. W przypadku kibicowania mamy do czynienia z nieopisaną magią, z niezwykłą atmosferą - kto jeździł na mecze, ten wie, o czym myślę. Kto nie jeździł, niech żałuje.

Zamiast powielać stereotypowe opinie, należałoby też dostrzec wartości, jakie niesie za sobą kibicowanie - bezinteresowne i całkowite oddanie swemu klubowi. Socjolodzy mówią o futbolizacji społeczeństw, zwracają uwagę, że dla wielu ludzi kibicowanie jest niczym religia. Fanatycznych kibiców znajdziemy zarówno w Europie (w Anglii - kolebce chuligaństwa stadionowego, w Holandii, Polsce, we Włoszech czy w Grecji), ale także w Argentynie czy Brazylii. Właśnie w Brazylii po spektakularnych porażkach drużyny canarinhos gwałtownie wzrasta liczba samobójstw. Z kolei kibice-chuligani z Argentyny zaliczają się do najbardziej niebezpiecznych w świecie. W Polsce ten typ kibica zaczął się pojawiać na stadionach na początku lat 80.

W przypadku niektórych klubów zarówno w Polsce, jak i za granicą można dostrzec pewną prawidłowość. Są bowiem kluby, które zawsze miały wśród licznych rzesz sympatyków również i wielu takich, którzy wdawali się w utarczki z innymi kibicami. Wystarczy wymienić takie kluby, jak Wisła Kraków, ŁKS Łódź, Zagłębie Sosnowiec, Legię Warszawa, Śląsk Wrocław, Ruch Chorzów, Lechię Gdańsk czy Arkę Gdynia. Z kibicami tych klubów wiążą się początki chuligaństwa stadionowego w Polsce. Nieco później w chuligańskich ekscesach zaczęli uczestniczyć kibice innych klubów, m.in. Jagiellonii Białystok czy Lecha Poznań.

Stereotypowa opinia mówi, że młodymi chuliganami sterują starsi kibole. To nieprawda, bo zazwyczaj jest wprost przeciwnie. Im ktoś młodszy, tym bardziej radykalny w poglądach. Obecnie najbardziej brutalni są młodzi kibice, mający kilkanaście lat. Często wchodzą oni w konflikt z kibicowską starszyzną, nie chcąc się jej podporządkować. Natomiast starsi, którzy już wiele widzieli i przeżyli, raczej ochładzają atmosferę na trybunach. Tego jednak media nie zauważają, bo wiadomo - agresja się lepiej sprzedaje. W gazetach dominuje postawa "niech się leją, a my to opiszemy". Przykładowo Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa, na czele którego stoi jeden z bardziej znanych kibiców w Polsce Andrzej Piórkowski "Bosman", robi naprawdę pożyteczne rzeczy. Organizuje wyjazdy na mecze, także dla kibiców niepełnosprawnych, uczestniczy w obchodach rocznicy Powstania Warszawskiego, organizuje międzynarodowy turniej kibiców (przyjeżdżają nań co roku m.in. kibice holenderskiego Den Haag czy Juventusu, z którymi legioniści żyją w przyjaźni) czy też sprawia niespodzianki dzieciakom z domów dziecka, rozdając im klubowe gadżety bądź organizując spotkania z piłkarzami.

W Polsce o kibiców się nie dba, często traktuje się ich jak piąte koło u wozu. A przecież przy olbrzymiej korupcji środowiska piłkarskiego to właśnie kibice są najbardziej uczciwi. Oni kochają kluby bezinteresownie i wiernie trwają przy ukochanych barwach.

Myliłby się ten, kto uznałby, że dawniej kibicowskich zadym nie było. W PRL też dochodziło do stadionowych awantur, tyle że informacje o nich nie przedostawały się do mediów. Do jednej z największych doszło 9 maja 1980 r. w Częstochowie, gdzie mecz finałowy Pucharu Polski rozgrywały Lech i Legia. W dniu meczu Częstochowa stała się placem bitwy. W wyniku starć zginęła jedna osoba (według niektórych źródeł zabitych było więcej), a setki zostały ranne. W czasach PRL kibicowanie było zupełnie inne - wielu młodych ludzi kontestowało system komunistyczny i się mu przeciwstawiało. Wiele meczów, szczególnie tych rozgrywanych w Gdańsku, przeradzało się w antykomunistyczne demonstracje. Mecz często był tam tylko pretekstem do pokazania swoich przekonań i wykrzyczenia: "a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści", czy "precz z komuną". W tamtym okresie kibice gdańskiej Lechu często walczyli z zo-mowcami nie tylko podczas meczów, ale również w trakcie licznych demonstracji na ulicach Trójmiasta. Środowiska, które działały w podziemiu, wzajemnie się przenikały. Ludzie przychodzili na mecze Lechii, pod kościół św. Brygidy i pod stocznię. To właśnie były trzy gdańskie bastiony niepodległości. Zomowcy często wyżywali się na kibicach z Gdańska, m.in. urządzali im ścieżki zdrowia. Ale to nie było nic nadzwyczajnego, bo mundurowi zawsze traktowali kibiców Lechii wyjątkowo brutalnie.

Szczególnie dziś - warto kibicować, warto utożsamiać się z jakimś klubem. Dlaczego? Dlatego, by związać się ze swoją małą ojczyzną. Wszak kibic to prawie zawsze lokalny patriota, a czasem nawet lokalny szowinista. I bardzo dobrze, bo ten szowinizm może się z czasem wyciszyć, a miłość do klubu, a także do miasta i regionu pozostanie.
Bycie kibicem, fanem, fanatykiem, szalikowcem, kibolem - mniejsza o nazewnictwo - najczęściej wiąże się z uczuciem silnej przynależności do regionu, miasta. Jak w każdym obszarze - dla jednych jest to powierzchowne i niewiele znaczące, dla drugich istotne i mocne uczucie. I dla nich słowa "moje miasto" czy "mój klub" znaczą naprawdę bardzo wiele.

Oni często interesują się historią nie tylko swego klubu, ale także regionu, znają zarówno okoliczności sukcesów, jak i porażek, jakie odnosili zawodnicy ich klubu. Bo ten klub to właśnie oni - kibice, bo kluby bez kibiców to smutne i nikomu niepotrzebne twory. Przykładem choćby Amica Wronki, która była przedłużeniem struktur marketingowych producenta AGD. Producent ten niedawno usadowił się w Poznaniu, bo wie, że w Wielkopolsce ważny klub z ogromnymi tradycjami i tysiącami wiernych kibiców jest jeden - Lech.

W Warszawie, Łodzi, Krakowie, Zagłębiu Dąbrowskim czy na Górnym Śląsku jest podobnie. Spróbujmy sobie wyobrazić Legię Warszawa, ŁKS Łódź, Wisłę Kraków, Ruch Chorzów, Górnika Zabrze czy Zagłębie Sosnowiec bez ich fanów. Bez nich wiele z tych klubów pewnie już by nie istniało, nie przetrwałyby transformacji systemowej i wejścia w realia rynkowe. Bez kibiców klub może funkcjonować, ale trwa w letargu, cicho i bezbarwnie.

Natomiast klub mający oddanych kibiców, nawet gdy przechodzi kryzys i notuje beznadziejne wyniki - zawsze czuje ich wsparcie. Przejawia się ono na wiele sposobów, ale jest! I to ono właśnie decyduje o żywotności klubu.

Kibice Legii przed każdym meczem śpiewają "Sen o Warszawie" Czesława Niemena, uczestniczą w obchodach rocznic powstań narodowych i przekazują miłość do Legii i Warszawy młodszym rocznikom. Robią to, czym powinien też zająć się klub, bo władze Legii nie robią nic, by wychować sobie młode pokolenia kibiców. Wszystkim tym zajmują się fani - głównie za pośrednictwem Stowarzyszenia

Po awanturach w Wilnie władze klubu uderzyły w stowarzyszenie i zerwały z nim współpracę zamiast wspólnie zastanowić się, co zrobić, by nie dopuścić do podobnych incydentów w przyszłości. Stowarzyszenie nie organizowało wyjazdu do Wilna, mógł tam jechać każdy, a trudno winić członków stowarzyszenia za niedostateczne zabezpieczenie stadionu w Wilnie i naganne zachowanie gówniarzy w szalikach. Jednak teraz odpowiedzią ze strony władz klubu jest między innymi szykanowanie spokojnych kibiców za przewinienia typu odpalenie racy na stadionie. Widać, że władzom Legii - w przeciwieństwie np. do dbających o swych fanów władz Lecha Poznań - na kibicach zupełnie nie zależy.

Weźmy dumę regionu Zagłębia Dąbrowskiego - Zagłębie Sosnowiec; to prawdziwy ewenement. W 1993 r. ogłoszono upadłość i zlikwidowano klub. A kibice zostali, ba - na przekór przeciwnościom zaczęli tłumnie jeździć na mecze reprezentacji i spotkania zaprzyjaźnionej Legii, by wykrzyczeć: "było, jest i będzie - zawsze Zagłębie!". Gdyby w ogóle zatracili swą aktywność i nie interesowali się klubem, to możliwe, że paru pasjonatom z Leszkiem Baczyńskim na czele nie udałoby się go wskrzesić. Ale kibice się nie poddali, manifestowali przywiązanie do klubu i wykazywali, że ma on trwać i że na grę piłkarzy pod szyldem Zagłębia jest zapotrzebowanie.

Fani Legii każdego roku uczestniczą w obchodach rocznicy Powstania Warszawskiego, składają wieńce i zapalają znicze, na które sami zbierają pieniądze. Z kolei kibice sosnowieckiego Zagłębia stale zaznaczają swą całkowitą odrębność od Górnego Śląska, a kibice chorzowskiego Ruchu popierają, jak Kazimierz Kutz, też kibic Ruchu, ideę autonomii Górnego Śląska.

Póki szowinizm kibiców nie przeradza się w fizyczne ataki na przeciwników, należy go chwalić, a nie ganić. Powody do wszczęcia awantury mogą dziś być różne. I nie są tu potrzebne animozje między klubami, miastami czy regionami. Natomiast lepiej, by młodzi ludzie ultrasowali na stadionach, tworząc choreografie niosące z sobą konkretne treści, niż nudzili się pod blokiem i patrzyli tylko, komu spuścić manto.

Obecnie kibicowanie jest inne niż przed laty. Spontaniczny doping zastąpiły wyreżyserowane choreografie, przypadkowe awantury - umawiane bójki. Kibice mają też swoje pisma, np. tygodnik "Nasza Legia", miesięcznik "To my kibice" oraz pismo "To my kibice plus".
W Anglii ceną za zapewnienie bezpieczeństwa był odpływ wielu oddanych kibiców ze stadionów. Odpływ nie tylko chuliganów, ale też wiernych fanów. Rozmawiałem ostatnio z przeszło 40-letnim kibicem londyńskiej Chelsea. Powiedział, że normalni kibice nie chodzą już na Stamford Bridge, bo 50 funtów za bilet to przesada. Fakt - wyeliminowano chuliganów, ale wylano przy okazji dziecko z kąpielą.

Zniszczono bowiem niepowtarzalną atmosferę, charakterystyczną dla meczów rozgrywanych dawniej przez piłkarzy "The Blues". Opinię tę potwierdza Danny Dyer, aktor, odtwórca głównej roli w kultowym już filmie "Football Factory", a prywatnie zagorzały kibic londyńskich Młotów, czyli West Hamu. Wprawdzie w "Football Factory" zagrał fanatycznego kibica Chelsea, ale mówi, że taką po prostu ma pracę. Zapytałem go, jak jest teraz na stadionie Chelsea.

- To już nie to samo, co przed laty - odparł. - Na Stamford Bridge nie ma już tej atmosfery co kiedyś. Wysokie ceny biletów oraz różnego rodzaju obostrzenia odstraszają wielu zagorzałych fanów. Pod względem atmosfery zdecydowanie lepiej jest na Upton Park, stadionie West Hamu. Nie czuć tam na razie aż takiej komercji. W ogóle dzisiejsze kibicowanie mocno różni się od tego, co było na trybunach angielskich stadionów w latach 80. czy na początku lat 90. Jest bezpiecznie, ale atmosfera siadła.

No cóż, teraz najbardziej oddani fani Chelsea oglądają mecze w londyńskich pubach. Siedzą, patrzą tępo w ekran i wspominają stare dobre czasy. Te, kiedy nie było Abramowicza i jego pieniędzy, a w drużynie większość stanowili Anglicy. Oby w Polsce nie doszło do sytuacji, w której puby staną się najlepszym miejscem na oglądanie meczów na żywo.

Kibicowanie do tej pory jakoś broniło się u nas przed komercjalizacją. Także dzięki temu, że przed 1989 r. miało głęboki podtekst polityczny. Teraz, kiedy mamy kapitalizm i wolny rynek, także i kibicowanie mocno się zmieniło. Jest jakby nieco płytsze, bo już niepoparte kontestacją systemu i zaangażowaniem w walkę o wolność i "Solidarność". Ma to zarówno dobre, jak i złe strony. Ale to już odrębny temat.

Jerzy Dudała

_________________
MKS Zagłębie Lubin&WKS Zawisza Bydgoszcz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: kibice
PostNapisane: 2007 paź So 20, 15:51 
Offline

Dołączył(a): 2007 sie N 05, 21:13
Posty: 272
Lokalizacja: G.Rudna
edited by KOtzU!
tematyka kibicowska - tak,
hoolsowa (?) - NIE -> patrz regulamin

-niech ktos zdeterminowany zedytuje post Woitka


Ostatnio edytowano 2007 paź So 20, 16:30 przez mustang, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2007 paź So 20, 19:54 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2007 kwi Pn 09, 20:51
Posty: 199
Lokalizacja: Lubin
WOW :) Toś się Woitek rozwinął! Napisz mi na priv po czym tak Cię wzięło na wywody żebym wiedziała co odradzać znajomym :P

_________________
Nigdy nie mówię szeptem, gdy ktoś mnie pyta skąd jestem!


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2007 paź So 20, 20:32 
Offline

Dołączył(a): 2007 wrz Pt 14, 19:16
Posty: 206
Lokalizacja: z krainy marzeń..
Mustang75 czy tam jest tematyka hoolsowska? Postrzeganie kibicowania masz bardzo dziwne...Moim zdaniem zawarte jest tam to co łączy nas wszystkich czyt.przywiązanie do barw regionu klubu. O czym Ty piszesz jaka hoolsowska? Czy Twoim zdaniem cechy ktore wymierają niestety w nas są nie do przyjęcia? Chyba zbyt duzy wpływ mają na Ciebie media niestety. Czy poddajesz się wszystkiemu co media narzucają? Mam nadzieję że Twój post miał za zadanie sprowokowanie dyskusji.Pozdrawiam

_________________
MKS Zagłębie Lubin&WKS Zawisza Bydgoszcz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: O nas
PostNapisane: 2007 paź So 20, 20:44 
Offline

Dołączył(a): 2007 sie N 05, 21:13
Posty: 272
Lokalizacja: G.Rudna
Nie oglądam wiadomości i różnych sensacyjnych wydarzeń , jedynie co oglądam to mecze !! I ciekawe filmy ..
Ale dobrze myślisz i kombinujesz :wink: :wink:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2007 paź N 21, 11:59 
Offline

Dołączył(a): 2007 wrz Wt 25, 19:03
Posty: 613
Lokalizacja: Świdnica
Super artykul.Cala prawda w nim zawarta.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2007 paź Pn 22, 11:27 
Offline

Dołączył(a): 2007 mar Wt 06, 08:49
Posty: 918
Lokalizacja: FCCH
Cytuj:
No cóż, teraz najbardziej oddani fani Chelsea oglądają mecze w londyńskich pubach. Siedzą, patrzą tępo w ekran i wspominają stare dobre czasy. Te, kiedy nie było Abramowicza i jego pieniędzy, a w drużynie większość stanowili Anglicy. Oby w Polsce nie doszło do sytuacji, w której puby staną się najlepszym miejscem na oglądanie meczów na żywo.


To zdanie najbardziej mi sie podoba z całego tego artykułu...


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2007 paź Śr 24, 15:45 
Offline

Dołączył(a): 2007 wrz Pt 14, 19:16
Posty: 206
Lokalizacja: z krainy marzeń..
A więc możesz mi powedzieć jak postrzegasz tematykę kibicowską jak hoolsowska. Ja Ci sie przyznam że dla mnie nie ma rzadnych rozgraniczeń. Kibic jest kibic. Powinien wg. mnie zajmować się także dopingowaniem(nie ujmując tzw hoolsom dopingującym) a może przede wszystkim. Przecież ci ludzie nie wiem czy zdają sobie sprawę że to młode pokolenie zwraca najwiekszą uwagę na nich, są dla nich wzorem itd.A dlaczego teraz mamy taki kłopot z dopingiem? własnie przez to że tego dopingu nie mają się od kogo uczyć.Ale dobra żeby za bardzo nie schodzić z tematu to wypowiem się na temat tego artykułu. Uważam iż bardzo dobrze obrazuje część myślenia większości z nas. Pomijam ludzi ktorzy przychodzą na stadion tylko aby oglądnąć mecz. Dla mnie bycie z klubem identyfikacja z barwami z regionem, sławienie nas w Polsce, w Europie,na świecie, gloryfikowanie tego co dla mnie najważniejsze jest czymś wyjątkowym, ponadczasowym. To religia która daje mi wiele począwszy od wiary w miłość, dawanie od siebie chociażby rzeczy materialnych w sensie finansowych( bo dla wielu ludzi jest to niezrozumiałe jak można nie dostając nic w zamian-materialnego wydawać ostatnie pieniadze na np wyjazd, ale tacy ludzie całe życie będą tkwili w tym plastikowym świecie ciesząc się z z nowych alufelg np. żeby inni widzieli;) ) po sens istnienia-przecież mamy dla czego żyć!mamy czego, jakich to wartościowych emocji uczyć swoje dzieci aby również szanowały wartości, które w tych czasach są postrzegane jak coś nie do przyjęcia, coś dziwnego. Ja jestem dumny z tego że jestem kibicem Zagłębia, że mogę sławić gdzie się da to czym dla mnie jest Zagłębie. Troche mnie poniosło- Asiakicia teraz to możesz odradzać znajomym co tylko zachcesz wszak dużo się dowiedziałaś o mnie;) A więc zachęcam do głębszego spojżenia na temat wszystkich którzy nigdy w ten sposób nie spoglądali. Pozdrawiam

[ Dodano: Czw 08 Lis, 2007 ]
Tak przypadkiem wpadłem na ten artukuł. Chciałbym poznać waszą opinię na w/w temat.



"Wierność. frędzelek nas pojęcie, którego Wy nie znacie; dzisiaj wrogu, wczoraj bracie" - czytamy na oficjalnej koszulce Wisły Kraków. Psycholog społeczny Zbigniew Nęcki komentuje: - Władze klubu zaakceptowały nieoficjalne hasło kibiców. To jest otwarte nawoływanie do wrogości.


Wisła Kraków przygotowała kolekcję ubrań ( http://wisla.krakow.pl/art.php?news_id=2388 )
Do kupowania zachęca reklamowa kampania "Wybierz swój styl", jej graficzną podstawą są zdjęcia zawodników w oferowanych koszulkach. Obrońca Marcin Baszczyński założył czarną, na której widnieją wspomniane słowa. - Chodzi jeszcze o wierność, o przywiązanie do klubu. Dlatego na plakacie koszulkę prezentuje Marcin Baszczyński, który jest z nami od dawna - mówi Adrian Ochalik, rzecznik Wisły Kraków SSA.

Czarna koszulka jest odwzorowaniem flagi kibiców ze stadionu przy ul. Reymonta. Profesor Nęcki ubolewa nad tym, że nieoficjalne hasło fanów stało się markowym produktem klubowym. - To jest otwarte nawoływanie do wrogości. Kibice czy np. żołnierze często używają agresywnych haseł, które wyrażają ich prywatne poglądy. Niewiele można zdziałać w tej sprawie. Jednak robi mi się smutno, gdy podobnym językiem zaczyna posługiwać się klub w swoich oficjalnych komunikatach - stwierdza psycholog.

Według Nęckiego hasłami kształtuje się postawy, a najprostsze sformułowania (to z koszulki właśnie takie jest) bywają najskuteczniejsze.

Rzecznik Wisły zapewnia o pokojowym charakterze koszulki z psem. Jak twierdzi, słowo "wróg" nie powinno wywoływać skojarzeń z wojną na śmierć i życie.

Ochalik tłumaczy: - Gdy na boisku walczą dwie drużyny, na trybunach dwie grupy kibiców też stają się przeciwnikami. Tu nie chodzi o nienawiść lub agresję. Po prostu taka jest natura sportowego dopingowania. Przed i po meczu wszyscy powinni wrócić do stanu koleżeństwa i tolerancji. Gdy dziś się gra, fani kibicują przeciwko drugiej drużynie. Wczoraj nie było meczu, więc obie strony pozostawały "braćmi". O to chodzi w haśle na koszulce.

Chyba tylko rzecznik interpretuje w taki sposób hasło, o którym powszechnie wśród kibiców obu krakowskich drużyn wiadomo, że jest obelgą skierowaną do byłych kibiców Wisły (pogardliwie nazywanych "przerzutami"), którzy teraz kibicują Cracovii.

Łukasz Grzymalski

_________________
MKS Zagłębie Lubin&WKS Zawisza Bydgoszcz


Ostatnio edytowano 2007 paź Śr 24, 15:47 przez Woitek, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008 sty So 05, 22:32 
mam proźbe jestem kibicem Zagłębia Lubin i chciałbym zapisac sie do klubu kibica ale nie wiem jak mógł by mi ktos pomóc z góry dzikuje mój nr gg 9818733


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008 sty N 06, 02:53 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2005 maja Pn 16, 15:26
Posty: 578
Lokalizacja: Lubin
Baton1006 napisał(a):
mam proźbe jestem kibicem Zagłębia Lubin i chciałbym zapisac sie do klubu kibica ale nie wiem jak mógł by mi ktos pomóc z góry dzikuje mój nr gg 9818733


Mam prośbę :
Skoro podajesz się za kibica ZL to napisz coś więcej ...
Od jak dawna , Czy znasz kogoś z ZL , Czy po prostu darzysz sympatią Zagłębie ...
I tak właściwie co ty chcesz ... Stworzyć FC Zagłębia w Głogowie ...
Móc jeździć do Lubina czy na wyjazdy na blachach Głogowa ...
A tak w ogóle , to ile ty masz lat :?:

_________________
Obrazek
Jestem sędzią uczciwym...zapłacili mi żeby było 3:0, to będzie 3:0


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008 sty N 06, 14:04 
Mam 17 lat i nie mieszkam w głogowie tylko w okolicy Gaworzyc do Lubina mam ok 40 km i juz od dawna chciałbym sie zapisac do klubu kibica.Bo lubie taka atmosfere jaka tam panuje na boisku. Czy jest taka mozliwosc zapisania sie do klubu kibica. ? bo chciałbym wyjezdzac na mecze z kolegami z klubu na kazde mecze jakie beda rozgrywac Zagłębie. czekam na odpowiedz .... nr gg 9818733 lub na e-meil Baton1006@interia.pl


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008 sty N 06, 18:06 
Offline

Dołączył(a): 2006 sie Śr 23, 21:21
Posty: 787
Nie ma takiego czegos jak zapisywanie sie do klubu kibica. Przychodz na mecz do klubu kibica z kolegami czy sam i dopinguj. Tam jest wstęp dla każdego i nie ważne czy mieszka 40km od Lubina, 100 czy mieszka w Lubinie, każdy kibic Zagłębia jest taki sam, równy.

Nie ważne ile masz na koncie, gdzie żyjeszcz, co pijesz, Zagłębie reprezentuj godnie.

_________________
Nie ważne ile masz na koncie, gdzie żyjeszcz, co pijesz, Zagłębie reprezentuj godnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008 sty Pn 07, 16:02 
Offline

Dołączył(a): 2006 gru So 23, 19:28
Posty: 363
Lokalizacja: CIVITAS LUBYN
wzl91 napisał(a):
Nie ma takiego czegos jak zapisywanie sie do klubu kibica. Przychodz na mecz do klubu kibica z kolegami czy sam i dopinguj. Tam jest wstęp dla każdego i nie ważne czy mieszka 40km od Lubina, 100 czy mieszka w Lubinie, każdy kibic Zagłębia jest taki sam, równy.

Nie ważne ile masz na koncie, gdzie żyjeszcz, co pijesz, Zagłębie reprezentuj godnie.


Jemu raczej chodzi o członkostwo w OCB.

_________________
www.OCB03.pl- Ultras Zagłębie Lubin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008 sty Cz 10, 20:53 
Offline

Dołączył(a): 2007 wrz Pt 14, 19:16
Posty: 206
Lokalizacja: z krainy marzeń..
Witam

Jestem kibicem Arki Gdynia. Jestem też dziennikarzem portalu 90minut.pl i studentem filologii polskiej na Uniwersytecie Gdańskim, ale przede wszystkim jestem kibicem Arki Gdynia. Do napisania tych kilku słów skłoniły mnie teksty, które ostatnio ukazywały się w Gazecie Wyborczej - teksty Pana autorstwa.

Zaczynałem moją przygodę z Arką w wieku 16 lat na II lidze. Jestem swoistym kibicem sukcesu. To awans na drugi front zdopingował mnie do wizyty na stadionie. Wcześniej byłem fanem Bayernu Monachium. Przeżywałem jego porażkę z Manchesterem United w ostatnich minutach dogrywki. Cieszyłem się z triumfu nad Valencią. Podziwiałem Baslera, Matheusa, Efenberga. Od wizyty na polskim stadionie odstręczała mnie atmosfera, która tam panowała. Taka jaką ją kreowały media – taka jakiej ja się spodziewałem. Rodzice znali mnie i wiedzieli, że i tak pójdę, więc z sercem na ramieniu puścili mnie na mecz Pucharu Ligi przeciwko Jagiellonii Białystok. Czego się spodziewałem? Kamieni latających nad głowami, burd z użyciem niebezpiecznych narzędzi – tak to przecież wyglądało w telewizji.

Kupiłem bilet ulgowy zupełnie nieświadomy, że oznacza to, iż będę musiał siedzieć za bramką – w sektorze najbardziej fanatycznych kibiców – lub według Pana nomenklatury „kiboli”. Co się wydarzyło... absolutnie nic. Kibice pośpiewali, pokrzyczeli i ku mojemu zaskoczeniu po meczu spokojnie rozeszli się do domów.

Od tego dnia minęło ponad sześć lat. Ja połączyłem pasję, która mnie pochłonęła z życiem zawodowym i zostałem dziennikarzem jednego z najbardziej poczytnych portali piłkarskich w polskim internecie. Namówiłem na wyjazdy na mecze wielu znajomych, przekonując, że to o czym mówi się w mediach to bzdury, że co tydzień w Polsce odbywa się kilkadziesiąt dobrych spotkań na których panuje doskonała atmosfera, a burdy są niechlubnym wyjątkiem. Co zaskakujące mimo upadku piłkarskiego polskiej ligi, trybuny zaczęły się zapełniać. Coś ludzi zaczęło przyciągać na stadion. W ciągu ostatnich czterech lat opuściłem jeden mecz Arki u siebie. Byłem na ponad 40 meczach wyjazdowych – na Wiśle w Krakowie, na Legii w Warszawie, na Lechii w Gdańsku czy na Górniku w Zabrzu – zawsze na sektorze gości. Na meczach u siebie siadam zawsze za bramką – na trybunie najzagorzalszych kibiców, gdzie zawsze jest kapitalna atmosfera, głośny doping, gdzie ludzie nie tylko oglądają mecz, jest on dla nich raczej pretekstem do zabawy. Mógłbym siedzieć za darmo na trybunie VIP, gdyż mam akredytację prasową, ale gapienie się na naszych grajków to nie dla mnie.

Siadam więc w sektorze, który według Pana tekstów zajmują kibole – menele, przestępcy, gangsterzy, którzy terroryzują resztę stadionu, handlarze narkotyków – a wśród nich ja ze znajomymi. Student filologii polskiej – przyszły nauczyciel – wraz ze mną moi znajomi z roku. Kumple z podwórka obecnie uczący się w Politechnice Gdańskiej, młody pracownik banku Nordea, pofesor uniwersytecki, którego naciągnęliśmy na mecz. Wszyscy się dobrze bawią. Jakby Pan nas określił? To nas chce się Pan pozbyć ze stadionu.

Pyta się Pan jaki model kibicowania jest najlepszy. Czytałem wszystkie Pana teksty dotyczącę problemu kibiców, opinie pod nimi i odpowiadam. Najlepszy jest taki model jak na Arce, bo to dla niego chodzę na stadion.. Najlepszy jest taki model jak jest na Polonii Warszawa, bo jest niepowtarzalny. Najlepszy jest ten wyznawany przez fanów Legii, bo to oni go tworzą. Najlepszy jest w Gdańsku, bo fani Lechii nie wyobrażają sobie innego. One wszystkie są najlepsze. Pan chcę rozmawiać z kibicami na temat modelu kibicowania? A nie uważa Pan, że oni sami wiedzą co jest dla nich dobre. To dzięki fanatycznym kibicom, którzy przemierzają całą Polskę, by zobaczyć ukochaną drużynę, ta gra ma sens. Był Pan kiedyś 24 godziny w drodze, żeby zobaczyć mecz, który trwa 90 minut? Ja byłem. I Pan chcę ze mną dyskutować o „modelu kibicowania”.
Zaskoczę Pana, ale ja nie chodzę na stadion „fetować Kaki”. Chodzę „fetować” Grześka Nicińskiego, bo to on broni barw mojego ukochanego klubu, któremu tyle serca, czasu, zapału i pieniędzy poświęciłem. Jak przestadnie to i ja przestanę, bo dla mnie liczy się Arka. Mnie nie interesuje poziom. Ja już wybrałem swój klub. Może uzna mnie Pan za fantyka, wariata. Ale nad Arka jeszcze niedawno wisiało widmo B-klasy... i co z tego. Ten przysłowiowy „Kaka” co go tak fetuję odejdzie, a ja zostanę. Pozostaną nieliczni, fanatyczni kibice dla których klub to coś więcej niż 90 minut raz na dwa tygodnie. Z nimi chcę Pan dyskutować o ustaleniu „modelu kibicowania” „Oglądacze” znikną.

Jestem zdania, że na stadionie jest miejsce dla każdego. My mamy swoje pod zegarem. Oni swoje na trybunie krytej. Czasem coś pokrzyczą, przyłączą się do dopingu – to jest ich „model kibicowania” i mają do niego prawo. Obydwie grupy zostawiają pieniądze w klubowej kasie, ale nie wiem czy Pan „oglądacz” jak mniemam (absolutnie bez złośliwości) zdaje sobie z tego sprawę, że są ludzie... którzy się piłką nie interesują. Zidana, Beckhama, Żurawskiego znają tylko z migawek, ewentualnie spotkań reprezentacji, które obejrzeli przed telewizorem. O Kowalskim, Moskalewiczu czy Weinarze nigdy nie słyszeli. Przyszli na stadion... i nadal piłka nożna jest gdzieś obok nich, ale bywają na Olimpijskiej, bo zaczarowała ich atmosfera tego miejsca. Właśnie to co robią ci „kibole” z młyna – jak potrafią się bawić, jak dopingują, jak tworzą własne widowisko obok tego co dzieje się na boisku.

Akurat tak się złożyło, że trzy dni temu odbył się w Gdyni mecz derbowy z Lechią. I na ten „najgroszy” mecz do „najgroszego” sektora przyszło ze mną kilka osób po raz pierwszy. Między innymi „delikatne” dziewczyny (których tak Panu brakuje na stadionie) z filologii polskiej. Były zachwycone tym co zobaczyły. Nie grą piłkarzy, która jest na mizernym poziomie, ale widowiskiem, które stworzyli kibice. Ja się oczywiście zgadzam w 100%, że mecz jest niezbędny. Że to on wyzwala te emocje – powoduje, że chce się krzyczeć, że chce się tworzyć oprawy. Najważniejszym momentem spotkania była oczywiście bramka Grzegorza Nicińskiego. Po niej trybuny oszalały – nastąpiła trudna do opisania euforia. Ale przez pozostałe 80 minut, gdy z boiska często wiało nudą fani spod zegara doskonale się bawili razem dopingując, śpiewając, tworząc oprawę. I to nie ta jedna bramka sprawiło, że te osoby, które były pierwszy raz, już teraz pytają kiedy następny mecz, choć nadal nie wiedzą kto to Niciński, Nawrocik czy Karwan. One chcą znów to poczuć, a mecz obejrzeć można w telewizji.

Właśnie z powodu takich tekstów ja te Pańskie, miałem trudności z przekonaniem wielu do wizyty na Olimpijskiej. Oni myślą tak jak ja na początku, że kibicę chodzą na mecze tylko się bić, a z boiska wieję nudą. Nie jest łatwo się przełamać i przekonać jak wspaniały „model kibicowania” stworzono w Gdyni. Stworzyli go ci kibice spod zegara, ci fanatycy. Ja naprawdę doceniam „pikników” (nie uważam tego określenia za obraźliwe). Za kilka lat byćmoże sam do nich dołączę i przyjdę z synem obejrzeć mecz. Na razie chcę go przeżywać na swój sposób, a sposób z Olimpijskiej doskonale mi odpowiada.

Pisze Pan, że teksty tworzy w trosce o „odchwaszczenie stadionów z barbażyństwa i kilmatów na poły kryminalnych” jakby miał Pan jakąś misję. Kluby tego nie chcą, nie chcą takiego PR. Wątki kryminalne są na stadionach rzadkością – kibice (przepraszam „kibole”) stanowią przekrój całego społeczeństwa, więc zdarzają się różni ludzie – procent handlarzy narkotyków jest pewnie też podobny jak w całym społeczeństwie.

Ze szczególnym entuzjazmem zabraliście się za „reformę” w Wiśle Kraków. Dlaczego Gazeta Wyborcza robi czaarny PR temu klubowi – ten tekst „kibicki” to zwykła wypowiedź z forum, ale ciemna masa, która piłkę zna z mediów pewnie potraktuje ją jako kolejny dowód, że na stadion iść nie warto, bo pojawiła się w tak poczytnej gazecie, a to o czymś świadczy. Mój list też trafi na wasze łamy? Przez cały mój okres wizyt na Arce nigdy nie spotkałem się z podobnymi wydarzeniami. Nie sądzę, by na Wiśle Kraków było inaczej (choć miałem okazję tylko raz być tam na meczu wyjazdowym). Dziewczyny są wręcz uprzywilejowane – na wyjazdach zawsze wchodzą pierwsze na sektor i mają miejsca siedzące w pociągu. Jeżeli dla koleżanki pójście na mecz to taka „trauma”, to niech nie chodzi. Dla mnie traumą jest wizyta w klubie techno, więc nie chodzę. Mówię na przykładzie Arki, bo ten klub znam. Naprawde trudno jest mi uwierzyć, żeby ktokolwiek nie mógł sobie znaleźć miejsca na stadionie. Jak pisałem, jest sektor za bramką, gdzie wszyscy stoją, gdzie tworzy się spektal zupełnie oddzielny od tego, który dzieje się na boisku. Jest „kryta” z numerowanymi miejscówkami i niskim ogrodzeniem, gdzie można spokojnie obejrzeć mecz. Sądzę, że w tak profesjonalnie prowadzonym klubie jak Wisła Kraków jest podobnie.

Żeby było jasne. Ja uważam, że to co kibice Legii zrobili w Wilnie to idiotyzm, mam podobne zdanie o zachowaniu kibiców Cracovii po meczach derbowych. Z resztą z całej Polski także ze strony jak to Pan określa „kiboli” szły sygnały dezaprobaty dla takiego zachowania. Zdaje Pan sobie pewnie sprawę, dlaczego kibice Legii nie pojechali na mecz do Krakowa. Nie chodzi o to, żeby kibice się zabijali. Niech rywalizują na trybunach jak w Trójmieście. Kto pokażę bardziej efektowną i pomysłową oprawę, kto kogo przekrzyczy. Kto będzie miał lepsze przyśpiewki. Ma być tak jak na Arce, jak na Polonii Warszawa, jak na Wiśle Kraków, jak na Legii, jak na Cracovii.
Ja nie chcę modelu angielskiego. Nie chcę „fetować Kaki” ani Henry'ego. Wolę model polski – ten z Olimpijskiej, gdzie dla sektora za bramką Arka to coś więcej niż piłkarze, coś więcej niż mecze raz na dwa tygodnie. Model taki jak chcą kibice tych klubów, to właściwy model. Chcę flag na płotach i racowisk, kartoniad i pasów materiału, sektorówek. Ja nie chcę teatralnego Camp Nou, wole jazgot Żylety czy Galery. I ani ja ani żaden z moich znajomych nie jest „chamskim twardogłowym kibolem”. My kochamy tę atmosferę. Ludzie, którzy byli ze mną na derbach właśnie dlatego wrócą – dla tej atmosfery, a nie dla fetowania Olgierda Moskalewicza czy kogokolwiek innego. Oczywiście jak piłkarz strzeli bramkę, popiszę się ładnym zagraniem, zostanie na pewno dostrzeżony, ale na mecze chodzi się dla ARKI.

W najbliższy weekend jadę do Poznania na Warta – Arka i przy okazji zobaczę sobie Lech – Polonia Bytom. Na tym pierwszym meczu będzie ze mną koleżanka, która nigdy na stadionie nie była. No jak Pan myśli dlaczego Lech? Mnie nie interesuję, kto gra w Dyskobolii. Chcę jej pokazać atmosferę piłkarskiego święta, chcę pokazać jak ci niedobrzy kibice z mediów potrafią się bawić. Mnie nie interesuje oglądanie Adriana Sikory.

Cieszy się Pan z tego, że inne kluby idą drogą Legii „wymieniając” publiczność. Jako przykład podaje Pan Cracovię. Linijkę później zwraca Pan uwagę na wzrastającą frekwencję. Nie uważa Pan, że to lekka obłuda? W ostatnim sezonie jeśli się nie mylę wzrost ogólnej frekwencji, to głównie zasługa Górnika Zabrze, Lecha Poznań i Wisły Kraków. Na Cracovię, gdzie niegdyś na mecz III ligi z Koroną przyszło 10 tysięcy ludzi, na derbach po wymianie widowni było trzy tysiące i nawet piłkarze skarżyli się na klimat meczu.

Kwestia rac jest dla mnie dość zabawna. Ja się zgadzam, ze są one zabronione. Jest przepis i jasna sprawa. Bawi mnie natomiast sytuacja, gdy już zostaną użyte. Podczas wspomnianych już derbów Trójmiasta po strzeleniu bramki przez Arkę, gdy jej kibice odpalili racę powiedział „wspaniała sceneria, wspaniała oprawa, teraz wreszcie”. On jawnie chwalił ludzi, którzy popełnili przestępstwo. Inna sprawa, że oprawa faktycznie z punktu widzenia estetyki mojej i moich znajomych była bardzo ładna. Kibice wiedzą, że Unia Europejska jest nie do przeskoczenia, ale chcą modelu skandynawskiego, gdzie kary są symboliczne, więc jeszcze raz proszę nie podawać nieprawdziwych informacji, że żądamy zgody na łamanie prawa, bo to nieprawda. Przyznam szczerze, że jakby po derbach Trójmiasta ponad 100 osób dostało zakazy stadionowe, bo pewnie tyle rac było, to też byłby protest. I mimo, że nie jestem ultrasem w pełni bym go poparł, bo dlaczego karać tych, którzy stworzyli tę przepiękną oprawę, która podobała się nawet dziennikarzowi. Ja uważam, że prawo jest dla ludzi, a nie ludzie dla prawa. Właśnie się dowiedziałem z... Gazety Wyborczej, że został wydany zakaz stadionowy na kibica, który wbiegł przed meczem na boisko podczas derbów Trójmiasta. Wybryk ten, inaczej niż kwestie odpalenia rac uważam za idiotyczny i odszczekam to co napisałem o zakazach jeśli po tym fakcie będzie na Arce protest.

Co do tak przez Pana chwalonej polityki Legii. Ona też przeczy sama sobie. Oczywiście klub wydał trzyletni zakaz wyjazdowy i nie zamawia dla swoich kibiców biletów, ale w takiej sytuacji oni potrafią się wznieść ponad podziały i dogadać się z Lechem, ŁKS-em, Górnikiem. Czy nie o to chodzi, żeby kibice zwaśnionych drużyn wreszcie usiedli razem. Na tych meczach nic się nie działo. Atmosfera była bardzo dobra, tymczasem Legia donosi do PZPN na rywali, że wpuścili kibiców gości. Gdzie tu logika? Gdzie tak ulubione przez Pana prawo? Konstytucyjne prawo do wolności przemieszczania się. Kupili sobie bilety? Złamali regulamin? Więc w czym jest problem? Jednak zarząd Legii mistrzowsko opanował szkodzenie własnym kibicom, a zarazem własnemu klubowi, bo nawet Jan Urban poprosił kibiców by było tak jak dawniej i na meczu z Ruchem było.

Jak już pisałem, to co wydarzyło się w Wilnie to idiotyzm totalny, ale się widzi coś takiego www.youtube.com/watch?v=YlkJi9rwgi0 to można zrozumieć hasło Legia to My, Arka to My. Bo sponsorzy, piłkarze, trenerzy odejdą, a my zostaniemy. Bo widowisko jakie kibice tworzą na trybunach bywa przepiękne. Jak Pan myśli, kto za to płaci? Za flagi? Za sektorówki? Za race? Kto poświęca czas, żeby to przygotować? Przecież nie działacze. Na oprawę derbów Trójmiasta wydano ponad 10 tysięcy złotych. Wśród kogo zebrano te pieniądze, kto chciał, żeby ta oprawa była?

No i wreszcie ostatnia kwestia. Może Gazeta Wyborcza zamiast dyskutować o stylu kibicowania, który jest już ustalony i kibice zarówno z za bramek jak i ci z innych trybun są z niego zadowoleni. (podkreślam jeszcze raz, że na mecze nie chodzą bandyci, jak próbuje nam Pan wmówić) Może zamiast tego Gazeta Wyborcza zrobiłaby coś dla kibiców. Może by ktoś się zainteresował tym jak są traktowani kibice w trakcie spotkań wyjazdowych. Może ktoś by zobaczył jak wygląda sektor gości w Łowiczu albo Pruszkowie (zapraszam do obejrzenia zdjeć w internecie). Oglądanie meczu stamtąd to dopiero jest sztuka. Ciekawe dlaczego nie było nikogo z Gazety Wyborczej z kodeksem nie było, gdy kibiców Arki prezes Dmoszyński nie chciał niegdyś wpuścić na mecz z Wisłą Płock „bo nie”, albo jak od 7 rano do 12 staliśmy w kordonie policji przed meczem ze Zniczem – problem był nawet z toaletą i kupnem wody. Wydaję mi się, że to ograniczenie wolności. Ja nie mówię że tak jest wszędzie. Na przykład w Krakowie po określeniu zasad (przeklinanie tyle, picie tyle) wypuszczono nas na miasto (zarówno przed meczem z Wisłą jak i z Cracovią) i bardzo dobrze. Nic się nikomu nie stało, ludzie rozeszli się po rynku. Ale są sytuacje, którymi Gazeta Wyborcza mogłaby się zająć. Jak Znicz gra w II lidze z takim sektorem gości? Niech ktoś spróbuje stamtąd obejrzeć mecz. Niech ktoś się zainteresuje co prawda sporadycznymi, ale bezprawnymi „akcjami” jak ta w Pruszkowie. Bo mówić nam jacy to my źli jesteśmy i narzucać angielskie „modele kibicowania” to każdy potrafi, ale spojrzeć na to z drugiej strony i trochę pomóc nikt.

_________________
MKS Zagłębie Lubin&WKS Zawisza Bydgoszcz


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008 sty Cz 10, 21:37 
Offline

Dołączył(a): 2007 wrz Wt 25, 19:03
Posty: 613
Lokalizacja: Świdnica
Woitek kurde skad ty to bierzesz,po raz drugi w ostatnim czasie zaskoczyles mnie na calosci.Ostatni tak rozlegly temat tez byl dobry.To samo slyszalem od zony,po co,a na co,znajomi gadaja a butelką mozna dostac.Ale to wlasnie mowią ci co nigdy nie byli,nie czuli klimatu,i za duzo łykają telewizji.Pozdrawiam.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 157 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

W ramach naszej strony wykorzystujemy “ciasteczka” (cookies) w celu zbierania anonimowych statystyk odwiedzających (przy pomocy AdSense) oraz obsługi sesji dla zalogowanych użytkowników i świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. Możesz dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dla plików cookies w swojej przeglądarce.