zaglebie-lubin.net


Internetowe Forum Kibiców Zagłębia Lubin - to już 10 lat z Wami!
Teraz jest 2018 paź Pn 15, 11:09

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 9 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Jakub Świerczok
PostNapisane: 2017 cze N 18, 12:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 2004 maja Śr 19, 11:06
Posty: 1618
Obrazek

Imię Jakub
Nazwisko Świerczok
Kraj Polska Polska
Data urodzenia 28 grudnia 1992 (24 lata)
Miejsce urodzenia Polska Tychy
Wzrost / waga 179 cm / 75 kg
Poprzedni klub GKS Tychy
Pozycja napastnik

Cytuj:
Klub na zasadzie transferu definitywnego pozyskał z GKS-u Tychy 24-letniego napastnika Jakuba Świerczoka. Umowa z zawodnikiem obowiązywała będzie do końca czerwca 2020 roku. W przeszłości zawodnik reprezentował barwy m.in.: Polonii Bytom, FC Kaiserslautern, Piasta Gliwice, Zawiszy Bydgoszcz, Górnika Łęczna. Po ostatnim sezonie eksperci nominowali Jakuba Świerczoka do najlepszych „jedenastek” sezonu Nice I ligi.

Zanim Zagłębie Lubin S.A. podpisało kontrakt z zawodnikiem, Jakub Świerczok przeszedł testy medyczno-sprawnościowe.
- Każdy klub potrzebuje skutecznego napastnika, a Jakub Świerczok regularnie strzelał na poziomie I ligi. Kuba jest zdeterminowany, by zaistnieć na poziomie ekstraklasy, bo dotychczas błyszczał na jej zapleczu. Ważne, że zawodnik dojrzał mentalnie, dlatego jest w stanie wykorzystywać w pełni swój piłkarski potencjał – tłumaczy prezes zarządu Robert Sadowski.
Źródło: Zagłębie Lubin SA

_________________
"Póki walczysz, jesteś zwycięzcą"
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jakub Świerczok
PostNapisane: 2017 lis Pn 06, 16:12 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 gru N 12, 21:17
Posty: 289
Lokalizacja: Lubin
Cytuj:
Napastnik KGHM Zagłębia Lubin Jakub Świerczok jest jednym z czterech piłkarzy, którzy po raz pierwszy dostali powołanie od selekcjonera reprezentacji Adama Nawałki. - Chcę się pokazać z jak najlepszej strony na zgrupowaniu i się czegoś nauczyć - przyznał.

Świerczok zdradził, że powołaniu na zgrupowanie reprezentacji dowiedział się nieco wcześniej niż zostało to oficjalnie podane. - Trener Nawałka zadzwonił do mnie w czwartek wieczorem i mi powiedział. Jasne, że się ucieszyłem, bo dla każdego piłkarza powołanie do reprezentacji to duże wyróżnienie - dodał.

Napastnik KGHM Zagłębia na powołanie zapracował dobrą grą i skutecznością w meczach ekstraklasy. W 15 pojedynkach zdobył dziewięć goli i z polskich zawodników w lidze skuteczniejszy jest tylko Marcin Robak (10 goli) ze Śląska Wrocław. O tym, że Świerczok może dostać szansę do Adama Nawałki pokazania się w meczach sparingowych w kuluarach słyszało się już od kilku tygodni. - Nie przywiązywałem do tego większej wagi. Koncentrowałem się na swojej pracy i kolejnych meczach. Po prostu dalej robiłem swoje - skomentował piłkarz.

Poza Świerczokiem z napastników na mecze z Meksykiem i Urugwajem w polskiej kadrze znaleźli się Robert Lewandowski, Kamil Wilczek i Mariusz Stępiński. Nie ma Łukasza Teodorczyka oraz kontuzjowanego Arkadiusza Milika. Szanse napastnika Zagłębia na występ nawet w podstawowym składzie w którymś z dwóch spotkań wydają się być duże. "Nie myślę o tym. Jadę na zgrupowanie z zamiarem pokazania się z jak najlepszej strony. Cieszę się, bo będę miał okazję potrenować z Robertem Lewandowskim, który jest w tej chwili jednym z najlepszych, jeżeli nie najlepszym napastnikiem na świecie. Liczę, że się czegoś od niego nauczę" - powiedział Świerczok.

Nawałka po wywalczeniu awansu na mistrzostwa świata zaznaczył, że dla nikogo nie zamyka drzwi do reprezentacji i każdy ma szansę wyjazdu do Rosji. Świerczok nie chciał oceniać swoich szans na wywalczenie miejsca w kadrze na mundial. - Nie zastanawiałem się nad tym, bo skupiam się tylko na swojej pracy. Będę chciał w każdym meczu pokazywać się z jak najlepszej strony, a co z tego wyniknie, zobaczymy. Tylko dobrą grą i strzelonymi bramkami mogę do siebie przekonać trenera Nawałkę - podsumował Świerczok.

Poza napastnikiem Zagłębia po raz pierwszy powołanie otrzymali jego kolega z klubowego zespołu Jarosław Jach a także Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok) i Rafał Kurzawa (Górnik Zabrze).

:arrow: Reprezentacja Polski. Świerczok: Chcę się pokazać jak najlepiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jakub Świerczok
PostNapisane: 2017 lis Wt 07, 23:20 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 gru N 12, 21:17
Posty: 289
Lokalizacja: Lubin
Obrazek
Cytuj:
Patrząc na dotychczasowy przebieg kariery Jakuba Świerczoka trudno nie dostrzec, że więcej było dołków niż momentów na szczycie. Jednak w 2017 roku napastnik obrał kurs na naukę i rozwój, czego efektem są gole w Zagłębiu Lubin i powołanie do reprezentacji Polski.

Gdy Robert Lewandowski zwyczajowo przywitał na zgrupowaniu nowego kadrowicza, Jakuba Świerczoka, to ręce uścisnęło sobie dwóch najskuteczniejszych w 2017 roku Polaków. Napastnik Bayernu Monachium we wszystkich rozgrywkach Bayernu Monachium i dla reprezentacji strzelił 47 goli, snajper Zagłębia Lubin trafiał do siatki tylko 23 razy, ale grał zdecydowanie rzadziej, w zasadzie wyłącznie w Ekstraklasie i na jej zapleczu. Mimo to Świerczok wyróżnił się w ostatnich miesiącach na tyle, by zasłużyć na uwagę Adama Nawałki, telefon od selekcjonera i powołanie w zastępstwie za Łukasza Teodorczyka.
...

Więcej tutaj: :arrow: Jakub Świerczok, napastnik zdeterminowany


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jakub Świerczok
PostNapisane: 2018 sty Śr 10, 15:12 
Online
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5221
Lokalizacja: LUBIN
Cytuj:
Dokładnie rok temu Jakub Świerczok miał na swoim koncie trzy gole w jednym z najgorszych zespołów pierwszej ligi (z czego dwa z karnych). To wtedy postanowił, że czas się ogarnąć. Zamiast urlopu wybrał codzienne treningi indywidualne. Zaczął współpracę z psychologiem, przestrzega diety, przestał uważać się za lepszego, niż jest. Posłuchał rad piłkarki ręcznej Aliny Wojtas, z którą się związał. Efekt? Dziś jest drugą polską strzelbą po Robercie Lewandowskim.

25-letni Jakub Świerczok to przykład, że nigdy nie jest za późno na zmianę. O drodze piłkarza niegdyś uważanego za trudny charakter, który nie grał na miarę możliwości, do jednego z najciekawszych polskich zawodników. Zapraszamy.

Chyba szkoda, że 2017 już się skończył, co?

- Nie patrzę na to w ten sposób. Cieszę się z tej przerwy, bo przynajmniej mogłem sobie odpocząć i jeszcze lepiej przygotuję się do następnej rundy. Latem było bardzo mało wolnego i nie było czasu, by się odpowiednio przygotować. Ale tak – runda była dla mnie mega dobra. I cały rok bardzo dobry.

Nie miałeś zbyt wielu powodów, by zakładać, że tak się to potoczy. Dokładnie rok temu byłeś w szesnastej drużynie pierwszej ligi i miałeś na koncie trzy bramki.

- Z czego dwie z karnych.

A dziś spośród Polaków jesteś drugim strzelcem po Lewandowskim.

- W przerwie zimowej rok temu nie miałem w ogóle wolnego. W pierwszej lidze przerwa była bardzo długa – trwała ponad miesiąc – ale ja w zasadzie codziennie trenowałem. Nie zrobiłem żadnej przerwy. Nie zdarzyło się ani razu, bym przez dwa dni z rzędu nie trenował. Wziąłem się za siebie. Bardzo pomógł mi Leszek Dyja, do którego zacząłem chodzić indywidualnie – tak naprawdę to on mnie przygotował fizycznie i motorycznie. Było to dla mnie kluczowe. Wcześniej brakowało mi kondycji. Bardzo się męczyłem na boisku – wiedziałem, co chcę zrobić, ale nie miałem siły, by to wykonać. W małych gierkach wyglądałem bardzo dobrze, ale na dużym boisku nie było mocy. Tak ciężko trenowałem, że po danej serii musiałem leżeć na ziemi z wycieńczenia przez minutę, bo nie dawałem rady wstać.

Sam z siebie zdecydowałeś się na coś takiego?

- Starałem się po prostu podporządkować wszystko piłce. Od roku tak jest aż do teraz. Pracuję z psychologiem, trenerem od przygotowania fizycznego, z fizjoterapeutami, po treningach także zostaję z trenerem w Zagłębiu. Trener Paweł Karmelita poświęca mi naprawdę dużo swojego czasu, jestem mu bardzo wdzięczny za to co robi dla mnie. Nie ma sfery, w której nie pracuję tak, jak powinienem. Wreszcie do wszystkiego podchodzę na sto procent, chociaż jest jeszcze parę rzeczy do podciągnięcia.

Kiedyś o psychologach wypowiadałeś się trochę inaczej: że to nieporozumienie, albo że ty i tak już wszystko wiesz.

- Pamiętam dokładnie, co powiedziałem. Poszedłem z kolanem do pani psycholog. Mówię jej, że mam problem, bo cały czas myślę o tym, czy w kolanie nie zbiera woda. Akcja się kończy, a ja mam taką manię, że zamiast wracać, sprawdzam to kolano. Doradziła mi, żebym myślał wtedy o czymś innym – o wakacjach albo o przyjemnych rzeczach.

To w sumie każdy może być takim psychologiem.

- Kwestia tego, na kogo trafisz. Teraz współpracuję z bardzo dobrym psychologiem i bardzo mi to pomaga. Coś zaprząta mi głowę – on jednym zdaniem podważa moje myślenie i problem znika. Czasem rozmyślam, że muszę strzelić bramkę w jakimś ważnym meczu, a nijak ma się to do rzeczywistości. Myślenie oddala cię od celu. Psycholog jest bardzo ważny. Możesz mieć umiejętności piłkarskie, ale wszystko rozgrywa się w głowie.

W poprzedniej rundzie cechował cię szczególnie ogromny luz przy rzeczach niekonwencjonalnych. Który to już karny a’la Panenka w życiu?

- Pierwszą wcinę w Ekstraklasie dałem Małkowskiemu. Dałem ją też podczas debiutu w reprezentacji młodzieżowej, w Polonii Bytom…

Jeśli to policzyć, chyba więcej karnych strzeliłeś Panenką niż nie.

- Może tak być.

To teraz musisz już zmienić wariant.

- No, już chyba koniec z Panenką (śmiech). Cały czas myślałem, co zrobić przy następnym karnym: dać znowu wcinę czy nie? Kiedyś dawałem wciny, więc myślałem, że już będą na mnie inaczej patrzeć i przeczytają. W meczu z Pogonią chciałem użyć wariantu, który trenowałem w ostatnich tygodniach, ale gdy zobaczyłem, że bramkarz poszedł już na dzika, w ostatniej chwili stwierdziłem, że nie chcę palić pomysłu i dałem Panenkę. Automatycznie zmieniłem tę decyzję. Czasami mam zagrania, w których nie analizuję, że chcę zrobić tak i tak. Dzieję się samo. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Automatyzm?

Automatyzm występuje bardziej przy rzeczach powtarzalnych, tobie zdarzają się rzeczy totalnie niekonwencjonalne.

- Nie wiem, czasami tak mam. Przy tej bramce, którą strzeliłem Wiśle Płock, gdy posadziłem obrońcę dwa razy na ziemię, też samo wyszło. Pamiętam tylko, że przyjąłem piłkę i później była już w bramce.

Lepiej jest nie myśleć zbyt dużo na boisku?

- Tak jest lepiej z punktu widzenia psychologii, by złapać taki flow, by nie myśleć, a po prostu robić. Wydaje mi się, że tak jak ja mam jedną taką akcje w meczu, tak będący na najwyższym poziomie Messi jest w takim transie cały mecz. Chciałbym poznać, w jaki sposób myślą najlepsi piłkarze na świecie. W autobiografiach czy wywiadach nigdy nie jest to poruszane. Co myśli podczas meczu? Co gdy wychodzi na mecz? Mnie nie pytaj, bo ja nie jestem takim kozakiem, jak oni. Chciałbym poznać myślenie takiego Ronaldo, Messiego czy Lewego. Końcówka meczu, 0:0, zmarnowana prosta sytuacja. Chciałbym wiedzieć, co jest wtedy w ich głowie i jak sobie z tym radzą.

Jesteś w dobrej sytuacji – możesz teraz zapytać o to Lewego na kadrze.

- Racja. Lewy miał kontuzję i był na zgrupowaniu, ale bardziej na posiłkach, więc nie było zbyt wielu okazji. Żałowałem, że nie mogłem sobie z nim potrenować, fajnie byłoby coś podpatrzeć i się nauczyć. Ogólnie mam super wrażenie po kadrze. Fajna atmosfera, widać, że nie ma przypadku w tym sukcesie. Starsi piłkarze byli bardzo w porządku. Błaszczykowski pomaga wszystkim – mega kozak.

Na boisku wyglądałeś trochę jak nie ty – przygaszony, jakby stremowany.

- Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Nagle taki przeskok. Różnica w tempie gry taka, że potrzebowałem minut, by się przyzwyczaić. W ogóle nie masz czasu na zastanowienie się. Masz piłkę – jak pomyślisz, to już jej nie masz. Wszystko musisz wiedzieć wcześniej. Nie, że się usprawiedliwiam, ale dostałem trudne mecze do pokazania się. Mało w ofensywie, dużo z tyłu. Z Meksykiem grało mi się już lepiej.

Co miałeś w głowie podczas tego debiutu? Nawiązując do twojej refleksji, młodzi piłkarze mogą zastanawiać się, o czym podczas debiutu myśli taki Świerczok.

- Na każdy mecz zapisuję sobie dwa-trzy założenia i po meczu się z nich rozliczam.

Hat-trick, Panenka, co jeszcze?

- Nie, nie, nie! Bardziej to, bym skupiał się na własnej grze i by mnie nie rozpraszały rzeczy, które są wokół.

Co na przykład? Myślę, że może rozpraszać cię to, że bardzo lubisz opierdalać kolegów.

- I nad tym właśnie cały czas pracuję. To nie pomaga ani mnie, ani im. Ich to frędzelek, ja też się niepotrzebnie denerwuje. Czasami za bardzo chcę, by wszystko było idealnie. Z pewnością to jest punkt, który mam zapisany na każdy mecz. Nie podał, to nie podał. Nie ma co roztrząsać.

Miałeś kiedyś z tego tytułu kwasy w szatni?

- To nie wynika z tego, że mam do kogoś jakiś problem czy ktoś mi nie pasuje. To są emocje. Nie reagujesz tak, jakbyś zareagował poza boiskiem. Może to wygląda inaczej, ale ja naprawdę nie chce źle. Założyłem sobie też, że nie mogę krytykować decyzji sędziów i w ogóle o nich nie myślę. Moja lista nigdy nie jest długa. Jak dasz sobie sześć założeń na mecz, to ich nie wypełnisz, a jak dwa-trzy, jesteś w stanie odpowiednio się na nich skupić. Analizuję potem każdy swój mecz, swój sposób myślenia i na następny mecz przygotowuję nową listę. Nie chcę popełniać błędów, które już popełniłem. Wiadomo, że to nie jest tak, że pomyślę sobie, że nie chcę się na boisku denerwować na coś i na drugi dzień Świerczok wyjdzie na boisko i będzie super. To długotrwała praca, ale z małych rzeczy robi się fajny efekt. Dostaję wiele cennych wskazówek od mojego menedżera Jarka Kołakowskiego i one czynią mnie lepszym piłkarzem. Zmieniłem też to, że nie wybiegam myślami do przodu. Myślenie o mistrzostwach świata tylko oddalałoby mnie od celu.

Pewność siebie wreszcie bardziej ci pomaga niż przeszkadza?

- Może wcześniej przeszkadzała przez to, że o niej mówiłem? Teraz w ogóle nie myślę, czy mam pewność siebie czy nie, robię swoje na boisku. Jak widać – funkcjonuje to dobrze.

W którym dokładnie momencie dokonała się twoja przemiana?

- W listopadzie zeszłego roku, kiedy poznałem moją Alusię (Alina Wojtas, piłkarka ręczna Zagłębia, partnerka piłkarza – red). Bardzo mi pomogła. Jakkolwiek spojrzeć – była na najwyższym poziomie i wie, co i jak. Pokazała mi zupełnie inny punkt widzenia.

W „Przeglądzie Sportowym” powiedziała, że charakterologicznie pasujecie do siebie, bo jej też kiedyś się wydawało, że może wszystko.

- Jak mówię – dzięki niej dostrzegłem, że warto iść drogą, którą idę. Nie warto gadać, warto robić. Gadki, obietnice – to bez sensu. Warto wykonywać wszystko tak, że nie ma się sobie nic do zarzucenia. Gadanie, że jest się dobrym nie pomaga w niczym. Kiedyś osobowością bardziej imponował mi Cristiano Ronaldo, a dziś Messi. Nie pokazuje żadnych emocji na boisku. Nie macha rękami czy coś. Interesuje mnie wyróżnianie się na boisku a nie poza.

Ty miałeś trochę tak, że cały czas miałeś wielki potencjał, ale ta świadomość ci chyba wystarczała i nie musiałeś przekładać to na boisko, by czuć się dobrze.

- Trochę też wynikało to z tego, że nie byłem przygotowany fizycznie. Naprawdę czuję dużą różnicę. Dziś mogę robić na boisku to, co chcę. A jaki miałem wcześniej sposób myślenia? Wczoraj zastanawiałem się, co mogę ci powiedzieć i… Ja już nie pamiętam, w jaki sposób wcześniej myślałem. Ciężko mi się odnieść do wszystkiego, o czym mówiłem kiedyś. Ponad rok funkcjonuję zupełnie inaczej.

- Dlaczego panuje o tobie opinia, że jesteś trudnym charakterem?

Nie wiem. Z tego, co słyszałem nikt nie wie. Trener Stokowiec raczej zaprzeczał, trener Szatałow też…

- W oficjalnych wypowiedziach tak, ale już na przykład trenerzy Fornalak, Onyszko czy Kiereś nie ukrywali w mediach, że pracowało się z tobą specyficznie.

- Nie wiem, pytanie nie do mnie.

Ale oceniasz jakoś sam siebie.

- Zawsze w grupie mam bardzo dobre kontakty z piłkarzami i kolegowałem się zwykle w najbardziej kumatymi. Czy w Łęcznej, Zawiszy czy GKS-ie – zawsze mnie lubili.

Arkadiusz Onyszko mówi o tobie tak: – Młody, a tak sobie ustawił całą szatnię, że wszyscy robią to, co on chce. Jedyny, który wychodzi poza ramy i – jeżeli będzie podchodził profesjonalnie do piłki – może jeszcze zrobić karierę za granicę. On ma po prostu frędzelek. Niczym się nie przejmuje. Przychodzi na trening i uważa, że jest najlepszy. Że drużyna bez niego sobie nie poradzi.

- Czytałem ten wywiad i… teraz już tak w ogóle nie myślę. Gdyby spytać starszych zawodników mogłoby się okazać, że wcale tak nie uważali. Na niektóre zachowania patrzyli pobłażliwie ze względu na to, że mnie lubili i widzieli we mnie potencjał.

Potrzebujesz, by w klubie niektóre sprawy były trochę ustawione pod ciebie?

- Mam takie a nie inne zadania i na nich się skupiam. Nie musi być nic ustawione pode mnie. Bardzo się cieszę, że chłopaki grają na mnie i strzelam te bramki – dużo w tym ich zasługi. Naprawdę mamy dobrą drużynę. Bez ich podań nie strzeliłbym tylu bramek. Nie, że jestem na siłę skromny – po prostu tak jest.

Co masz na myśli mówiąc, że w Łęcznej przymykali oko na twoje wybryki? Koniec końców poleciałeś z tego klubu.

- Pojechałem na jakiś sparing i nagle się okazało, że jestem czwartym napastnikiem. Powiedziałem, że nie chcę tam zostać, bo wiem, że nie będę grał. Nie mogę sobie pozwolić na to, by pół roku przesiedzieć na ławce. Wyrzucili mnie do rezerw.

Dyscyplinarnie nie było jednak w porządku.

- Raz spóźniliśmy się na trening. Mieliśmy zgrupowanie w Kielcach i o 16:45 był wyjazd na trening spod hotelu, a nam nie zadzwonił budzik. Szybko ubraliśmy się, pojechaliśmy taksówką i dojechaliśmy jeszcze przed treningiem. Chłopaki grali w dziadka, więc zajęcia się jeszcze nie zaczęły. Powiedziano nam, że zmodyfikowano trening i nie jesteśmy przewidziani. A o 21:00 na odprawie usłyszeliśmy, że nie ma nas w osiemnastce i możemy sobie jechać do domu.

Często miałeś takie akcje?

N- ie, tylko raz. Nigdy później i wcześniej już mi się to nie zdarzyło.

Twój epizod w Łęcznej to jednak ciągła sinusoida – jeden dobry mecz, siedem średnich, znów dobry, siedem średnich.

- Nie jestem zadowolony z tego okresu. Nie podporządkowałem się piłce tak, jak teraz, przez co nie wykorzystywałem swojego potencjału. Wszystkie drobne rzeczy są bardzo istotne i trzeba być profesjonalistą, by móc wejść na jakiś poziom.

Co tak właściwie musiałeś zmienić?

- Chyba wszystko. Chociaż nie, ambitny zawsze byłem, zawsze zostawałem po treningach i tego mi nie można zarzucić. Przygotowanie fizyczne, sposób myślenia… Wtedy więcej gadałem niż robiłem.

Dieta? Twój cytat z czasów Polonii Bytom: – W Bytomiu każdego dnia na śniadanie chodziłem do McDoland’sa. Trzy tosty i zielona Ice Tea – tak wyglądał mój codzienny zestaw.

- Brakowało mi zawsze konsekwencji w diecie. Zawsze chciałem, by to wyglądało tak i tak, ale tu sobie pozwoliłem na coś, tu na coś… Niby miałem dietę a nie miałem. Teraz współpracuję z dietetykami i to podstawa. Na formę składa się mnóstwo rzeczy. Praca z fizjoterapeutami, psycholog, dodatkowe treningi – gdy zbierzemy to wszystko do kupy, można zrobić dobry wynik.

Spotkałem się z opinią, że bardzo szybko wpadałeś w samozadowolenie i po dobrym meczu ruszałeś na balety.

- Myślę, że mam na odwrót. Przeważnie było tak, że dobre rzeczy mobilizowały mnie do jeszcze cięższej pracy, a gdy mi coś nie wychodziło – załamywało mnie tak, że przestawałem być konsekwentny. W tym roku też zdarzyły się chwile załamania, ale miałem Alę, która momentami bardziej wierzyła we mnie niż ja sam. Bardzo mnie wspierała i mówiła, że mam konsekwentnie robić to, co robię, bo w końcu zaskoczy. I zaskoczyło. Ważne, by na co dzień był obok ciebie ktoś, kto jest ważny, komu zależy na tobie. Wtedy, kiedy idzie, ale też wtedy, gdy nie idzie. Gdy ja już bym zwątpił, Ala wierzyła.

A propos baletów – potwierdzasz?

- Wychodziłem na miasto, ale nie było tak, że tylko po dobrych albo złych meczach. Po prostu wychodziłem. Było to oczywiście nieprofesjonalne i myślę, że też miało wpływ na grę. Teraz to już się zmieniło. W sezonie nie wezmę ani łyka alkoholu.

Zerwałeś dwa razy z rzędu więzadła. Które zerwanie przeżyłeś bardziej?

- Bardzo chciałbym podkreślić, że ogromnie dużo zawdzięczam mojej mamie, która wtedy się mną opiekowała. Po krzyżowych nic nie możesz zrobić. Gdyby nie ona, nie przeszedłbym tego. Poświęciła się w całości mi i była ze mną i przez pierwszą kontuzję, i drugą. Jej udział w całym sukcesie jest ogromny. Woziła mnie na rehabilitację, bo ja nie mogłem zrobić nic. Lepiej zniosłem drugą rehabilitację. Pierwsza… Nie wiedziałem, jak to w ogóle wygląda, cały proces był dla mnie niewiadomą. Przy drugiej wiedziałem, czego się spodziewać, więc zniosłem to lepiej.

Co było najtrudniejsze?

- To, że nie możesz grać chyba. Teraz bardziej bym przeżywał taką kontuzję, niż wtedy. Jestem bardyo wkręcony w piłkę i nie wyobrażam sobie, by nie grać. Sprawia mi to wielką satysfakcję, bardzo lubię iść na trening, męczyć się. Jestem bardzo szczęśliwy, gdy dodatkowo trenuję. Inaczej jest jak się czemuś poświęcasz w stu procentach i ci to zabiorą. Nie chcę, by wyszło, że w ogóle byłem nieprofesjonalny – nie, byłem, ciężko trenowałem, ale nie dodawałem do tego tych wszystkich rzeczy obok, które dziś dodaję.

Mama żyła w Niemczech z tobą cały czas?

- Była cały czas ze mną. Byłem niedojrzały, dlatego dobrze, że tak się stało. Z drugiej strony nie chciałem, by została sama w Polsce, a ja sam tam w Niemczech. Bez sensu. Poświęciła się dla mnie. Rzuciła wszystko i pojechała, by mi pomagać, żebym mógł lepiej funkcjonować. Było mi dużo łatwiej. Miałem do kogo wrócić po treningu i się wygadać. Przeżywała ze mną. Moje frustracje zawsze przynoszę do domu i odbijało się to na niej. Okres, w którym piłkarz nie gra, zawsze jest dla niego trudny. Mam bardzo dobry kontakt z mamą i tatą, to najważniejsze osoby w moim życiu. Tata ze mną trenował i do teraz bardzo mi pomaga, analizuje ze mną każdy mecz, wspiera mnie i też bardzo przyczynił się do tego, gdzie teraz jestem.

- Wyjechałeś w bardzo młodym wieku. Byłeś w ogóle na to gotowy?

Mentalnie nie. W głowie byłem dzieckiem. Początkowo bardzo dobrze wyglądałem w sparingach czy na treningach. Grałem. W pierwszym meczu zaliczyłem 90 minut i gdybym troszkę lepiej strzelił…

- Pamiętam ten mecz. Imponowało to, jak bardzo ci się chciało.
Jak na pierwszy mecz 19-latka wyglądało to nieźle. Drugi mecz – tak jak cała drużyna – zagrałem już gorzej. Ściągnęli Wagnera i on zaczął grać wszystko, mimo że wyglądałem dobrze. Wypożyczyli mnie później do Piasta. Byłem przekonany, że po pół roku w Bundeslidze – nawet nie grając – będzie łatwiej zmienić klub na lepszy, ale Ekstraklasa to Ekstraklasa. Wolałem iść grać niż zostać i siedzieć.

Powiedziałeś wtedy słynne słowa: „po tych kilku miesiącach w Niemczech, w Ekstraklasie czułem się jak w juniorach”. Trochę się za tobą ciągnęły.

- Ciągnęły się przez was. Zostało to trochę wycięte z kontekstu z wywiadu, który został napisany tak, by było kontrowersyjnie. Nie chodziło o to, że ja się będę czuł jak w juniorach, a o sam poziom gry. Gdy porównasz Bundesligę do Ekstraklasy różnica jest taka sama, jakbyś porównywał Ekstraklasę do juniorów.

Odebraliśmy to jako butę i zbyt dużą pewność siebie.

- Nie myślałem nigdy o tym i nie myślę nadal.

Ostatnio po jednym z twoich meczów przytoczyliśmy te słowa. Wreszcie miały sens.

- Widziałem to. Ale nawet teraz nie czuję się jak w juniorach. Robię swoje, trenuję, wszystko przychodzi na meczu.

Jak z dzisiejszej perspektywy oceniasz te słowa?

- Myślę, że byłem niedojrzały. Po prostu. Skupiałem się na rzeczach, które wcale mi nie pomagały w byciu lepszym zawodnikiem.

Teksty na Weszło bardziej cię wkurzały czy mobilizowały?

- Motywowały. Ale nie czytam zbyt dużo o sobie, bo to niepotrzebne.

Uważałeś się za lepszego piłkarza niż byłeś?

- Patrząc na moje liczby – tak. Więcej mówiłem niż robiłem. Nie wszystkie rzeczy, które się o mnie mówi, są jednak prawdziwe.

Co nie jest prawdą?

- Często zarzuca mi się grę pod siebie. Gram pod siebie, czyli co? Chcę słabo grać i celowo tracę piłki? Nie, straciłem ją dlatego, że podjąłem złą decyzję. Drużyna potrzebuje tego, bym grał dobrze. Nie gram przecież przeciwko sobie. Czym jest dla ciebie gra pod siebie?

Sytuacją, w której nie podajesz lepiej ustawionemu koledze, a samemu próbujesz kończyć, gdy prawdopodobieństwo bramki jest mniejsze.

- Jesteś rozliczany z dobrych decyzji. Jak strzelisz gola to też grasz pod siebie? Mogłeś nie zauważyć kolegi po prostu. Jeszcze w Tychach grałem mecz ze Stomilem, w którym miałem sześć sytuacji i żadna mi nie weszła. Później były do mnie pretensje, że nie podałem. Ostatnio też się spotkałem takim zarzutem. Wtedy w Tychach powiedziałem od razu w szatni po meczu:
To nie jest tak, że ja specjalnie komuś nie podaję. Ja jestem napastnikiem. Ty jesteś może pomocnikiem, więc twoją pierwszą myślą jest zawsze podanie. Patrzysz, jakie masz możliwości. Jeśli nie masz – strzelisz. A ja mam na odwrót. Najpierw myślę o strzale. Nie mam jak strzelić – szukam kolegi.
Każdy napastnik to ma. Masz lukę – strzelasz. Czasami po prostu nie zauważasz kogoś, co finalnie jest złą decyzją. Ale nie nazywajmy tego grą pod siebie.

Gdybyś za wszelką cenę szukał kolegów, mogłoby to zabić w tobie tę pazerność. Masz coś takiego, że szukasz bramki z wielu trudnych pozycji np. sprzed pola karnego. Wiedziałeś, że w tym sezonie oddałeś już więcej strzałów niż Marcin Robak – król strzelców – w poprzednim?

- Nie skupiam się na tym. To moje zadanie. Im więcej strzałów, tym większe prawdopodobieństwo. Gdy Kamil Wilczek był królem strzelców ligi, oddawał wówczas najwięcej strzałów w całej lidze. Jak mówię – jestem napastnikiem i moim celem jest zdobywanie bramek. Nigdy nie mam tak, że złośliwie nie podaję. Robię to instynktownie.

Spotykałeś się też z zarzutami odnośnie do nonszalancji.

- Z nonszalanckimi zagraniami jest tak, że jak ci wyjdą, to cię będą klepać po plecach. Nigdy nie mogę tego zrozumieć – zagrasz piętką i ktoś cię jedzie za to, że zagrałeś piętką. Przecież w danym momencie uważałeś, że zagranie piętką będzie najlepszym rozwiązaniem! Uważam, że nie ma czegoś takiego jak nonszalackie zagrania. Kiedyś spotkałem się z tym, by nie przyjmować piłki podeszwą. Ale przecież na całym świecie tak robią. Pamiętam, że zawsze w juniorach po stracie z przodu krzyczeli na zawodnika. A przecież napastnik jest skazany na tracenie piłek. Wszyscy na świecie tracą, przecież ryzyko wkalkulowane jest w tę pozycję. Teraz nie mam tak dobrego jeden na jeden, a kiedyś w trampkarzach kiwałem wszystkich. Trenerzy cały czas powtarzali: – Nie kiwaj się. Nie jesteś na placu żeby się kiwać. W juniorach było takich gości pełno. Dostawałeś na hali piłkę, kiwałeś trzech, strzelałeś bramkę. No ale trenerzy powtarzali, byś nie tracili piłek i zabijali to w chłopakach. Niewielu jest w dziś w Polsce zawodników, którzy bazują na dryblingu.
Nieprawdą jest na pewno też to, że mam trudny charakter do funkcjonowania w grupie. Do teraz mam kontakt z wieloma zawodnikami z byłych klubów. Dopiero co „Masło” wysłał mi życzenia, a przecież grałem z nim pięć lat temu.

Analizując twoje CV można jednak znaleźć potwierdzenie tej opinii – w zasadzie co rok zmieniasz kluby.

- Bardziej wynikało to chyba z tego, że nie byłem wystarczająco dobry piłkarsko. W Zawiszy byłem na pół roku i spadliśmy – trudno, bym został dłużej.

Mało grałeś, mało strzelałeś, zapowiadałeś, że po powrocie z Bundesligi będziesz wymiatał.

- Szkoda. Szkoda też dlatego, że stworzyła się tam naprawdę fajna drużyna i mało zabrakło, byśmy się utrzymali. Ale nie żałuję niczego. Wszystko, co było, ukształtowało mnie tak, że teraz jestem już dojrzalszym piłkarzem, człowiekiem. Popełniłem błędy, by się na nich nauczyć. Na cudzych się niestety nie da. Dzięki temu też poznałem Alę i jestem szczęśliwy w miejscu, w którym jestem teraz. Mam dobry klub, który dobrze gra w piłkę – było to dla mnie ważne przy wyborze Zagłębia, że znajdują się tu dobrzy piłkarsko zawodnicy. Zagrałem w reprezentacji, gdzie rok temu… Fajna historia w ogóle. Trener spytał się mnie:

Byłeś kiedyś na Narodowym?

– Nie. Postanowiłem sobie, że pierwszy raz wejdę na Narodowy, jak na nim zagram.
Cieszę się, że udało się właśnie tam zadebiutować. To coś szczególnego. Nastawiłem też mojego kumpla Quebonafide: – Obiecaj, że nigdy nie pójdziesz na mecz na Narodowy, dopóki tam nie zagram, bo to będzie zdrada. Nie był, wytrzymał pięć lat. Na Narodowym nie mógł ostatnio być, bo miał koncert, ale na meczu w Gdańsku się pojawił, więc uznaję, że dotrzymał umowy!

Jak w ogóle doszło do tej znajomości?

- Poznałem go jak jeszcze walczył w WBW (Wielka Bitwa Warszawska – red.). Jestem strasznie zajarany freestylem. Oglądam każdą walkę. Ostatnio poziom jednak trochę spadł, oglądasz?

Tak, bardzo cenię, ale zatrzymałem się na czasach Filipka i Edzio.

- Zdajesz sobie sprawę, że Edzio nigdy w żadnej walce nie przeklął? Niesamowite. Teraz jest Bober i serio zamiata, moim zdaniem nie było nigdy lepszego freestyle’owca. No oprócz Quebo oczywiście! Bober wygrał ostatnio drugi raz z rzędu WBW. Właśnie na WBW poznałem się z Quebo, zaczęliśmy gadać. Pamiętam, że kupiłem jego płytę Eklektykę na Allegro za osiem dych, komuś pożyczyłem i ta osoba mi nie oddała, więc przy okazji apeluję o oddanie! Później poznałem Bonsona i miałem kontakt z nim i z Matkiem. Za czasów Zawiszy zgadaliśmy się, że przyjdę na ich koncert w Bydgoszczy i akurat był tam też Quebo. Później spotkaliśmy prywatnie w Warszawie i się skumaliśmy, polubiliśmy.

Pasuje mi do ciebie freestyle – to też dziedzina, w której liczy się bezczelność i pewność siebie.

- Bardzo mi się to podoba. Liczy się przede wszystkim skill. A błyskotliwość? Wiadomo, że niektórzy jadą na pisankach, więc trochę ona zanika. Nie podoba mi się to. Kuba mi zresztą opowiadał, jak czasami to funkcjonuje. Niektórzy układają sobie wcześniej całe wejście i tylko czekają, aż rywal nawinie cokolwiek o – powiedzmy – piłce nożnej. Wtedy ripostują i jadą całe wcześniej przygotowane wejście.

Lepszą odskocznią jest freestyle czy ryby?

- Ryby! Dzięki nim potrafię o wszystkim zapomnieć. Coś pięknego. Bardzo się wkręciłem. Co mam tylko wolny czas, jeżdżę wędkować. Kiedyś dwa dni wolnego w klubie potrafiłem pojechać z Lubina do Poznania, bo tam jest spoko łowisko. Mam swój namiot, łóżko. Jeżdżę najczęściej z Alusią. Kupiłem jej na urodziny wędkę i kołowrotek i wkręciłem ją w łowienie. Jeśli nie może – jadę sam.

Pytanie laika – co jest fajnego w łowieniu ryb? Siedzisz parę godzin po to, by spławik się ruszył i byś złowił rybę…

- …która jeszcze za chwilę wypuszczasz. Nie umiem tego wyjaśnić. Jak nie zrobisz, to nie zrozumiesz.

Łowiłem!

- Ktoś lubi jeździć samochodem z silnikiem na 500 koni i zapytam się: co jest fajnego w tym, że jeździsz szybko samochodem? Nie da się tego wyjaśnić. Łowiłem od małego z dziadkiem i teraz każdy wolny czas to na ryby. Gdy w wakacje był czas by odpocząć, ruszaliśmy właśnie na łowisko. Moja największa ryba miała 24 kg. Karp ponad 20 to już wyczyn.

Jak wygląda łowienie takiej ryby?

- Mam specjalną wędkę karpiową i zdalnie sterowaną łódkę, którą zanęcam. Steruję pilotem, by wypłynęła w dane miejsce wskazane przez echosondę, która pokazuje mi, jakie jest dno. Na początku muszę ocenić, które miejsce będzie dobre na zarzucenie. Później czekam aż sygnalizatory zadzwonią, gdy będzie branie. Wtedy wybiegam i zacinam.

Czyli siedzisz 40 minut i czekasz na rybę. Dalej nie wiem, co w tym fajnego.

- Ile? Więcej, czasem nawet weźmie dopiero po 24 godzinach! Mam znajomych, którzy potrafią siedzieć tydzień i czekać na rybę. Tomek Cywka ze znajomymi pojechał ostatnio na Rainbow – jedno z największych łowisk w Europie. Musisz bukować miejsca wcześniej, tak dużym zainteresowaniem się cieszy. I wyobraź sobie, że jedziesz na tydzień i nie masz brania. Rzuciłeś tyle towaru do wody, jechałeś… Ale tam jak już weźmie, to możesz trafić nawet 30 kg. Mógłbym łowić co pięć minut płotki, ale większą frajdę sprawia poczekanie na coś konkretniejszego.

Nad stawem i na boisku ważne to, co w sieci.

- Miałem tak, że jak strzelałem bramkę, to nic nie złowiłem na rybach. Później jak coś złowiłem to znowu nie było bramki. Dlatego gdy nie strzelam nic w weekend, dobrze pojechać na ryby. Zawsze mówię sobie: spoko, przynajmniej się odkuję.

Co 25-letni Jakub Świerczok powiedziałby do 18-letniego Kuby z Polonii Bytom?

- Żeby były efekty, trzeba się w stu procentach poświęcić.

Tylko to?

- Tyle by wystarczyło.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

:arrow: Więcej gadałem niż robiłem

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Jakub Świerczok
PostNapisane: 2018 mar So 10, 23:57 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 kwi Wt 13, 20:16
Posty: 4882
Lokalizacja: Lubin
dzis stracil podium w klasyfikacji krola strzelcow... na rzecz Piatka;
do tej pory w bulgarii strzelal w sparingach, spedzil wiecej minut na boisku w 2 meczach w lidze europy niz w lidze krajowej w 6 spotkaniach

zamienil stryjek siekierke na kijek... wracaj Kuba i walcz tutaj o krola strzelcow naszej ligii.

_________________
Milczenie jest złotem...
Obrazek
Zagłębie Lubin. To jest naprawdę ważne.
link ->zwrot kasy z giving assistant ->opis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jakub Świerczok
PostNapisane: 2018 mar N 11, 17:33 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2005 cze Pn 27, 13:55
Posty: 4424
Lokalizacja: Lubin
Piątek z tego co widzę ma 12 goli. Świerczok 16...Jeszcze jest na pudle razem z Paixao.

_________________
"Jedno serce,jeden klub...ZAGŁĘBIE LUBIN..."


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Jakub Świerczok
PostNapisane: 2018 mar N 11, 20:25 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 kwi Wt 13, 20:16
Posty: 4882
Lokalizacja: Lubin
późno. pamięć zawodzi. reszta się zgadza ;)

_________________
Milczenie jest złotem...
Obrazek
Zagłębie Lubin. To jest naprawdę ważne.
link ->zwrot kasy z giving assistant ->opis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Jakub Świerczok
PostNapisane: 2018 mar N 18, 22:54 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2005 cze Pn 27, 13:55
Posty: 4424
Lokalizacja: Lubin
http://www.90minut.pl/news/285/news2851 ... czoka.html

Świerczok w końcu trafił w Bułgarii. Wszedł z ławki i ustalił wynik meczu.

_________________
"Jedno serce,jeden klub...ZAGŁĘBIE LUBIN..."


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Jakub Świerczok
PostNapisane: 2018 lip Cz 12, 08:35 
Offline

Dołączył(a): 2009 sie Pn 24, 20:11
Posty: 1396
Lokalizacja: miedziowo :)))
Hat-trick w 8 minut po wejściu z ławki w 68'.

https://eurosport.interia.pl/pilka-nozna/liga-mistrzow/news-el-ligi-mistrzow-popis-jakuba-swierczoka-kleska-apoel-u-niko,nId,2605497

El. Ligi Mistrzów: Popis Jakuba Świerczoka, klęska APOEL-u Nikozja.

Słowacki Spartak Trnawa pokonał HSK Zrinjski Mostar 1-0 w meczu potencjalnych rywali Legii Warszawa w drugiej rundzie kwalifikacji piłkarskiej Ligi Mistrzów. Fantastycznie zagrał Łudogorec Razgrad, który wygrał z Crusaders 7-0 (2-0), a hat-trickiem popisał się Jakub Świerczok. Asystę w meczu Olimpija Ljubljana - Karabach Agdam (0-1) zaliczył Jakub Rzeźniczak.

Jakub Świerczok na murawę w meczu z Crusaders wszedł w 68. minucie, gdy jego Łudogorec prowadził 4-0. Polski snajper potrzebował ośmiu minut, by skompletować hat-tricka i zapewnić drużynie triumf 7-0, który w zasadzie przesądza o awansie Bułgarów do drugiej rundy. Polak najpierw popisał się uderzeniem z powietrza pod poprzeczkę, a później dwukrotnie wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem gości.

Świerczok, były zawodnik m.in. Polonii Bytom, niemieckiego FC Kaiserslautern, Zawiszy Bydgoszcz, Górnika Łęczna czy GKS Tychy, trafił do Łudogorca zimą tego roku z KGHM Zagłębia Lubin. W poprzednim sezonie w 12 występach w ekstraklasie Bułgarii uzyskał siedem bramek.

Jesienią 2017 i wiosną 2018 rozegrał trzy spotkania w drużynie narodowej, ale później nie znalazł się w szerokiej kadrze Adama Nawałki na mundial w Rosji. W mistrzostwach świata wystąpił natomiast jego klubowy kolega Jacek Góralski, którego zabrakło w składzie na środowe spotkanie. ...

_________________
radix99
mecze Zagłębia tu :)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 9 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

W ramach naszej strony wykorzystujemy “ciasteczka” (cookies) w celu zbierania anonimowych statystyk odwiedzających (przy pomocy AdSense) oraz obsługi sesji dla zalogowanych użytkowników i świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. Możesz dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dla plików cookies w swojej przeglądarce.