zaglebie-lubin.net


Internetowe Forum Kibiców Zagłębia Lubin - to już 10 lat z Wami!
Teraz jest 2018 wrz So 22, 05:51

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 51 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Piotr Stokowiec
PostNapisane: 2017 lis Pn 27, 19:03 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 gru N 12, 21:17
Posty: 289
Lokalizacja: Lubin
Gostek na Twitterze podobno dostał telefon dementujący informację o 5 meczach Lewandowskiego.
Trzeba poczekać do jutra na oficjalne stanowisko klubu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Piotr Stokowiec
PostNapisane: 2017 lis Pn 27, 22:03 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 gru N 12, 21:17
Posty: 289
Lokalizacja: Lubin
Jest oficjalnie:
http://www.zaglebie.com/news/2017-11-27/piotr-stokowiec-odchodzi-z-zag-bia
Dzięki trenerze. Były wzloty i upadki. Poszliśmy do przodu dzięki Panu ale coś stanęło a jak w piłce się stoi to się cofa.
Życzę sukcesów w dalszej karierze.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Piotr Stokowiec
PostNapisane: 2017 lis Wt 28, 09:34 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5217
Lokalizacja: LUBIN
Cytuj:
Piotr Stokowiec nie jest już trenerem Zagłębia Lubin i kończy się tym samym pewna era w ligowym futbolu – tak to już jest w ekstraklasie, ery mamy coraz krótsze, bo też ruch na ławkach trenerskich nie ustaje. Tym razem odchodzi jednak najdłużej pracujący szkoleniowiec w lidze, który nie może powiedzieć, że nie dostał czasu, za to taki, który powinien stwierdzić, że przez wiele tygodni oglądaliśmy jego autorskie Zagłębie. Jaka była to kadencja?

Przede wszystkim ustalmy jedno: jesteśmy za tym, by trenerzy pracowali jak najdłużej, bo grzałka prezesów bywa nieznośna, ale nie możemy przesadzić w drugą stronę. To znaczy: jeśli coś się wypaliło, jeśli trener stracił pomysł na drużynę albo po prostu stanął w miejscu, powinien odejść, bo przecież nie może siedzieć na stołku tylko z powodu bicia jakichś kalendarzowych rekordów. I niestety, mamy nieodparte wrażenie, że formuła „Stokowiec w Zagłębiu” była na wyczerpaniu. Dlaczego? Ano choćby, dlatego że:

Zagłębie grało poniżej sportowego potencjału.

Nikt nie oczekiwał od Miedziowych powtórki trzeciej lokaty w sezonie 16/17, ale przyznacie, że skoro Zagłębie miało po 22. kolejce piąte miejsce i sześć punktów przewagi nad dziewiątą Wisłą, awans do ósemki był już wręcz obowiązkiem. Niestety, przyszedł koszmarny kryzys, lubinianie od tamtego momentu nie wygrali spotkania i spadli do drugiej ósemki. W tej, owszem, zajęli pierwszą lokatę, ale to jak dostać od wymarzonej dziewczyny numer buta zamiast numeru telefonu – niby coś masz, jednak na cholerę ci ten kaktus. A lubinianie na domiar złego zaliczyli żenujący spektakl z Arką…

W każdym razie obecny sezon miał być inny. Początek – klasa, do siódmej kolejki Zagłębie nie zaznało gorzkiego smaku porażki. Jednak znów powtórzył się scenariusz z kryzysem, ekipa Stokowca przestała zwyciężać, jest krok od wylotu z Pucharu Polski, przegrała derby ze Śląskiem. I oba te sezony są podobne, bo rok temu Zagłębie po 17 kolejkach miało 24 punkty, teraz ma tyle samo. Czyli jedno: nie widać postępu. Drugie: pierwszy kryzys przyszedł w podobnym momencie, pewien błąd został powtórzony.

Pytanie, czy takie osiągi odpowiadają możliwościom lubinian, czy jednak ekipa Stokowca nie wciskała gazu do dechy? Nam się zdaje, że jednak to drugie. Ciągłość pracy, wyrozumiały zarząd, zestaw porządnych transferów… To wszystko powinna grać na korzyść Zagłębia, lecz niestety grało za cicho. Innym problemem, dość niespodziewanie, zaczęła też być młodzież, bo…

Pogorszyła się jakość współpracy Stokowca z akademią

Zagłębie to ten pozytywny przykład w polskim futbolu, gdzie młodzież naprawdę ma znaczenie i nie jest tylko upierdliwym dodatkiem, z którego trzeba korzystać, bo szef zawraca gitarę. Nie, lubinianie mają super akademię i Stokowiec długo wydawał się gościem, który świetnie rozumie jej mechanizmy i wie, w jakim momencie wrzucić chłopaka stamtąd na głębszą wodę. To przecież u Stokowca poważną szansę dostał choćby Filip Jagiełło, którego poprzednik – Orest Lenczyk – potraktował idiotycznie, zmieniając w ligowym debiucie po pół godzinie gry. Problem polega na tym, że w tym sezonie takich pozytywnych przykładów brakuje – tydzień temu szansę dostał Andrzejczak, grający przez godzinę z Koroną, wcześniej cztery minuty w Pucharze Polski pobiegał Paweł Żyra. I to tyle z nowych twarzy, co zresztą widać w Pro Junior System. Zagłębie w obu sezonach po powrocie do ekstraklasy zajmowało trzecie miejsce na podium, obecnie z niego spadło, jest czwarte. Niby spadek to niewielki, ale jednak dla drużyny tak kojarzonej z młodzieżą, dość bolesny.

Może trafił się gorszy rocznik? Wątpliwe. Zagłębie w Centralnej Lidze Juniorów jest czwarte (grupa zachodnia), poprzedni sezon kończyło na piątej lokacie – nie ma więc zjazdu, tylko drobna poprawa. Wydaje się po prostu, że Stokowiec dostając tylu piłkarzy latem, gotowych do gry w pierwszym składzie, trochę zaniedbał współpracę z akademią.

I oba zarzuty są na tyle poważne, że nie ma sensu się rozdrabniać, rozbijać powyższe punkty na tuzin podpunktów – można byłoby się zastanawiać, czy Stokowiec trochę nie odleciał, czy impreza masowa z Arką nie uderzała w jego autorytet i tak dalej. Jest końcówka listopada i co wiemy:

– drużyna, mimo pracowitego lata na rynku transferowym nie zrobiła postępu,
– zespół wpadł w pierwszy dołek w tym samym momencie co rok temu,
– klub z podobno najlepszą akademią w kraju, korzysta z tej akademii rzadziej niż zwykle.

Jak na nasze, rządzący Zagłębiem dostali mocne argumenty, by Stokowca wysadzić i po prostu postanowili z nich skorzystać. Co trener mógł rzucić naprzeciwko? Swoje argumenty, w postaci zasług i plusów jego kadencji, więc na przykład:

Trzecie miejsce w sezonie 15/16 i przyzwoita europejska przygoda

Tego Stokowcowi nikt nie zabierze: beniaminek nie dość, że nie spękał piętro wyżej, to jeszcze od razu wskoczył na podium i dostał na szyję brązowy medal. Miedziowi nie weszli wtedy w sezon specjalnie dobrze, na przykład w październiku nie wygrali ani jednego ligowego meczu, ale wiosnę mieli taką, że klękajcie narody. W szesnastu meczach przegrali tylko trzykrotnie, wygrali aż 10 razy, w tym pięć razy z rzędu w pięciu ostatnich kolejkach. Trener mógł mieć satysfakcję, bo przecież nie dostał gotowca, tylko wielu piłkarzy sobie nakręcił sam. Wypromował Dąbrowskiego, Krzysztofa Piątka, odrestaurował Starzyńskiego, Janoszkę, ustabilizował Woźniaka, wprowadził Kubickiego, Jacha. Potem baliśmy się o Zagłębie, że skompromituje nas w Europie jeszcze bardziej niż skompromitowani byliśmy do tamtej pory. Porażka w Sofii ze słabiutką Slavią była koszmarnie przygnębiająca. Rewanż się jednak udał, a potem przyszły ładne mecze z Partizanem, kiedy faworyzowani Serbowie zostali odprawieni po karnych.

I gdyby tylko udało się to samo zrobić z SönderjyskE – zespołem z pewnością nie lepszym od Partizana – nazwalibyśmy tę przygodę bardziej niż przyzwoitą. Niestety, Zagłębiu najwyraźniej zabrakło wtedy doświadczenia. Zadecydował mecz u siebie, przegrany 1:2.

Awans do ekstraklasy

Wiadomo, że Zagłębie na zapleczu umownej elity miało najmocniejszy zespół, wiadomo, że każdy inny scenariusz jak awans Miedziowych byłby katastrofą. Jednak spokojnie potrafimy sobie wyobrazić scenariusz, w którym mniej zręczny trener nie radzi sobie w specyficznych warunkach pierwszej ligi, nie dźwiga presji faworyta i zalicza kolejne wywrotki, ostatecznie zostając piętro niżej na dłużej. Tu nic takiego nie miało miejsca, Zagłębie awansowało spokojnie, przegrywając ledwie trzy spotkania przez cały sezon.

Promocja piłkarzy

Wspomnieliśmy o tym już wyżej, ale jednym zdaniem i chcemy ten wątek rozszerzyć. Skoro Stokowiec osiągał sukcesy sportowe, jednocześnie promował kolejne nazwiska. Oczywistym przykładem będzie Maciej Dąbrowski, który zszedł piętro niżej, zrobił awans z Zagłębiem, potem brąz, poszedł do Legii i grał w Lidze Mistrzów. Dalej jest Starzyński, który potrzebował zaufania po nieudanym pobycie w Belgii, otrzymał je, grał świetnie i pojechał na Euro. Jach debiutował u Stokowca, teraz jest na tyle pewny swojej pozycji, że głośno mówi o transferze, ostatnio zagrał bardzo przyzwoicie w reprezentacji. Odkryciem tego sezonu jest w pewnym stopniu Czerwiński, wyciągnięty z Katowic. Ważnym piłkarzem w Lubinie stał się Filip Jagiełło. Jakub Świerczok w końcu strzela regularnie na poziomie ekstraklasy, zapracował też na powołanie od Adama Nawałki. No, było tych piłkarzy trochę i Stokowiec miał w ich promocji – mniejszy lub większy – udział.

*

Stokowiec ma swoje zasługi i nikt nie próbuje ich deprecjonować, ale sami widzicie: wynikowo to wszystko było jakiś czas temu. Jednak też trzeba zrozumieć, że to zwolnienie wcale nie robi ze Stokowca złego szkoleniowca. Przeciwnie: i tak większość jest zdumiona, że w polskich warunkach wytrzymał tak długo, i tak większość docenia pracę jaką wykonał w Zagłębiu. No, ale trzeba iść dalej. Zagłębie potrzebuje impulsu od nowego człowieka, by ostatecznie nie przespać kolejnego sezonu. Wypadnięcie poza czołową ósemkę drugi rok z rzędu, trzeba by bowiem uznać za drzemkę zdecydowanie za długą. Pewnie Stokowiec też mimo wszystko chętnie zacznie nowy projekt, w nowym środowisku, z nowymi ludźmi. To rozstanie jest normalne, zrozumiałe i jednak cywilizowane – a to przecież w polskiej piłce rzecz niespotykana.

:arrow: Rozstania nadszedł czas. Jak zapamiętamy Stokowca w Zagłębiu?

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Piotr Stokowiec (Trener)
PostNapisane: 2018 sty Śr 10, 10:55 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5217
Lokalizacja: LUBIN
Cytuj:
O odmienieniu oblicza klubu, zaskakującym rozstaniu z Zagłębiem, wprowadzaniu młodych zawodników i pracy na solidnych fundamentach, dzięki której w polskiej piłce też można zarabiać miliony. - Odszedłem trochę z zaskoczenia, ale tak naprawdę z podniesioną głową. Rzadko zdarza się, aby trener zostawiał zespół mogący walczyć o najwyższe cele – mówił w rozmowie z eurosport.interia.pl Piotr Stokowiec były szkoleniowiec Zagłębia Lubin.
Adrianna Kmak, eurosport.interia.pl: Na początek zadam pytanie, które chyba wszyscy chcieliby zadać. Był pan zaskoczony zwolnieniem z Zagłębia?
Piotr Stokowiec, były trener Zagłębia Lubin: - Nie ukrywam, że było to dla mnie zaskakujące. Może jestem zbyt mało doświadczonym trenerem, dlatego mnie to zaskoczyło.

Nie otrzymywał pan żadnych sygnałów, żeby móc się domyślić, że coś jest na rzeczy?

- Spotykaliśmy się sukcesywnie na radach nadzorczych i sygnałów nie było. Nie miałem stawianych celów wynikowych. Przez te 3,5 roku byłem częścią pewnej wizji. Zadań było kilka m.in. wprowadzanie młodych zawodników. Dzisiaj niewiele osób pamięta, jakie było Zagłębie cztery lata temu, co tam się działo, jaka była struktura drużyny i klubu. Budżet był dwa razy większy a trzon zespołu stanowili zawodnicy z zagranicy. Wizerunkowo Zagłębie nie prezentowało się najlepiej, tamten sezon zakończył się spadkiem, a kibice byli sfrustrowani. Klub był postrzegany jako taki bankomat, skąd tylko pobiera się pieniądze. Myślę, że jednym z sukcesów tego projektu było odmienienie Zagłębia wizerunkowo. Od razu odeszło 12-15 zawodników głównie z zagranicy, a zostało sprowadzonych 12 piłkarzy z akademii, trzecioligowych rezerw.

Przychodził pan do Zagłębia w trudnym momencie, to fakt.

- Byli pobici piłkarze, rozbite samochody, walkower na koniec rozgrywek po wrzuconych racach i przerwanym meczu. Sytuacja była naprawdę nieciekawa. Atmosfera w szatni, wokół klubu była fatalna. Zagłębie teraz jest postrzegane jako klub mądrze zarządzany, stabilnie się rozwijający, wprowadzający młodych zawodników, dbający o infrastrukturę i rozwój akademii. Patrząc na czas w Lubinie, przede wszystkim wyróżnia się liczba młodych piłkarzy wprowadzonych do drużyny.

To zauważyli chyba wszyscy.

- Udało się wprowadzić do pierwszego zespołu przez ten okres około 30 zawodników. 13 zadebiutowało na poziomie Ekstraklasy, wielu z nich w reprezentacji Polski w różnych kategoriach wiekowych. To duża rzecz przeprowadzić zawodnika od poziomu trzeciej ligi przez I ligę, Ekstraklasę, reprezentację młodzieżową do pierwszej reprezentacji Polski.

Kilku wychowanków odbudowaliśmy, bo nie cieszyli się dobrą sławą w Lubinie: Arkadiusz Woźniak, Adrian Błąd, Adrian Rakowski, Konrad Forenc. Wcześniej byli wypożyczani po różnych klubach lub nie grali zbyt wiele. Okazaliśmy im zaufanie i oni się odpłacili awansem w świetnym stylu do Ekstraklasy. Na wiosnę mieliśmy rekordową liczbę 77 punktów, straciliśmy tylko dwie bramki, były trzy remisy. To było naprawdę świetne osiągnięcie. W kolejnym sezonie był medal, trzy rundy w europejskich pucharach z wyeliminowaniem Partizana Belgrad.

Zagłębie zaskoczyło wszystkich. Przeszło dużą transformację i wypromowało wiele nazwisk.

- Takim pozytywnym aspektem było też odbudowanie zawodników powiedzmy, że po przejściach, którzy przez dłuższy okres nie byli w formie, nie grali - Filip Starzyński, Maciek Dąbrowski czy ostatnio Jakub Świerczok i Bartek Pawłowski. Pomimo obciętego o połowę budżetu okazało się, że osiągnęliśmy jeden z najlepszych od dziesięciolecia wyników sportowych.

Dlaczego ten budżet został obcięty?

- Wiązało się to ze spadkiem do Ekstraklasy. Główny sponsor o połowę obciął dotacje i trzeba było mocno zacisnąć pasa, co nie przeszkodziło zainwestować w akademię. Klub wziął pożyczkę na rozbudowanie bazy treningowej, akademii, postawienie bursy. Cieszę się że mój sztab był częścią tego projektu. Nasza współpraca na wszystkich frontach dobrze się układała.

Co dało panu największa satysfakcję we współpracy z akademią?

- Myślę że rozwinęliśmy zawodników z akademii, jak Jarosław Kubicki, Jarosław Jach, Krzysiek Piątek, Filip Jagiełło czy wielu innych, którzy już zdążyli zagrać w Ekstraklasie, ale nie byli czołowymi postaciami drużyny (Andrzejczak, Żyra, Jończy, Bonecki, Hładun, Sobków). Na samych transferach klub zarobił już ponad milion euro. Wiemy również, że są potencjalni kupcy na Jacha, Świerczoka i to są kolejne miliony euro. Za występ w pucharach też zarobiliśmy około trzech milionów.

Jak pan ocenia swoją pracę w Zagłębiu?

- Zostawiłem ten klub w bardzo dobrym stanie. Ma naprawdę mocne fundamenty, o które dbaliśmy. Mówiąc kolokwialnie, przywróciliśmy normalność. Mam poczucie bardzo dobrze wykonanej pracy. Odszedłem trochę z zaskoczenia, ale tak naprawdę z podniesioną głową. Rzadko zdarza się, aby odchodził trener zostawiając zespół w miejscu, które umożliwia mu grę o najwyższe cele w lidze i Pucharze Polski. To drużyna dobrze wyselekcjonowana i wytrenowana. Ten zespół ma podstawy do tego, żeby bić się o czołowe miejsca w tym sezonie.

Pana zwolnienie z Zagłębia odbyło się w trochę dziwnych okolicznościach. Pan prowadził jeszcze trening, a media już huczały, że klub się z panem rozstał. Pan się o tym dowiedział zaraz po zajęciach?

- Myślę, że na tym polu mamy jeszcze wiele do poprawy jako polska piłka, dlatego nie chciałbym tego podgrzewać. Wszyscy odpowiadamy za wizerunek naszej dyscypliny i ja nie chciałbym jej psuć dodatkowym znęcaniem się nad tą sytuacją. To są wnioski do wyciągnięcia dla wszystkich, nie tylko dla Zagłębia. Z pracownikiem zawsze można się rozstać, ale trzeba to robić w taki sposób, żeby nie psuć wizerunku polskiej piłki.

Wiedział pan przy rozmowie z zarządem, kto pana zastąpi w Zagłębiu?

- Nie chciałbym wracać do tego, co było i jak to się odbyło. Wiele rzeczy zostaje w gabinetach i to jest postawa fair. Wolę poświęcić czas na dobrą książkę, kino, coś bardziej kreatywnego, co mnie rozwinie, niż na patrzenie w przeszłość. Mam poczucie dobrze wykonanej pracy, a obecny czas też chce maksymalnie wykorzystać. Ostatnio zaczytuje się w książkach Nurowskiej, Grzebałkowskiej czy Myśliwskiego na co nigdy nie było czasu.

Jakieś ciekawe refleksie?

- Pierwsza sentencja z książki Marii Nurowskiej: "lepiej być nieszczęśliwym człowiekiem niż być szczęśliwą świnią".

To prawda. Wracając jeszcze do naszego wcześniejszego tematu, chciałabym zweryfikować u źródła, czy to prawda, że Mariusz Lewandowski uczestniczył w treningach i gdzieś tam podglądał pana pracę?

- Porozmawiajmy o dobrej książce i dobrym kinie.

Dla wielu wybór Mariusza Lewandowskiego na trenera Zagłębia był zaskakujący.

- Nie chcę się na ten temat wypowiadać. Nie chciałbym schodzić do poziomu jakiejś tam narracji, bo szkoda na to energii. Ja mam w sobie dużo entuzjazmu, pasji i jestem gotowy na kolejne wyzwania. Moje życie trenerskie dopiero się zaczyna. Mam mocne fundamenty w postaci dobrego wykształcenia, doświadczenia piłkarskiego i przygotowania merytorycznego. Poza tym mam mocna bazę w postaci życia rodzinnego. Jestem w tym względzie stabilny, co daje mi wewnętrzny spokój, bo mogę się skupić na mojej pasji. Moja rodzina ją podziela i rozumie.

To bardzo ważne.

- Bez tego funkcjonowanie i osiągnięcie sukcesu byłoby niemożliwe. Bez pasji, stuprocentowego zaangażowania, dobrego nastawienia do pracy, sukces jest niemożliwy. Cieszę się, że we mnie jest dużo pozytywnej energii i nie chce się bawić w jakieś dywagacje o tym, co było. Wolę iść do przodu.

Zdradzi pan chociaż jak pożegnali pana zawodnicy w Zagłębiu? Z niektórymi spędził pan sporo czasu.

- Tak, ale nie było czasu na pożegnania. Za dwa dni był już kolejny mecz w Pucharze Polski. Dostałem wiele smsów ze wsparciem, podziękowaniami za pracę. Zresztą są rzeczy, które się czuje. Nie o wszystkim trzeba powiedzieć, żeby coś zrozumieć. Myślę, że nie zamknąłem tam sobie żadnej drogi. Przeżyłem świetne chwile, które zainspirowały mnie do kontynuowania dalszej kariery. Nie chodzi tylko wynik sportowy, ale rozwijanie i wprowadzanie nowych zawodników. Przeprowadzenie piłkarza od najniższych szczebli do reprezentacji, rzadko się zdarza. Pokazuje to jednak, że przy odpowiedniej wizji, komunikacji i zaufaniu, wszystko jest możliwe do osiągnięcia.

Wróćmy jeszcze do samej pracy w Zagłębiu. Od początku miał pan nakreślone te wszystkie cele, o których rozmawiamy czy one się pojawiały stopniowo?

- Kiedy przychodziłem do Zagłębia w 2014 roku, ówczesna rada nadzorcza miała sprecyzowaną wizję funkcjonowania klubu. Następnie, przez te cztery lata miałem czterech szefów w radzie nadzorczej, dwóch prezesów, trzech dyrektorów sportowych, dwóch dyrektorów akademii i dwóch dyrektorów marketingu. Z tymi wszystkimi ludźmi musiałem nawiązać dobrą. Zatrudniając mnie rada nadzorcza razem z zarządem nakreśliła mi pole do działania, wizję. Oczekiwano ode mnie, że będę po części sam ją kreował. Eksponowanie akademii, poprawa wizerunku i rozwój klubu - to są rzeczy niepoliczalne i były one nakreślone od początku. Tego się trzymaliśmy i to wspólnie realizowaliśmy.

Rzeczy niepoliczalne są najtrudniejsze do osiągnięcia, a często wielu ich nie zauważa.

- Kibice nie zawsze wiedzą o długofalowych celach, często od razu chcą sukcesu. Ja jasno wiedziałem, czego chcemy i tego się trzymałem, ale podkreślam to jeszcze raz, to nie była wizja tylko Stokowca, ale grupy ludzi która mnie zatrudniała, a później przedłużała ze mną kontrakt.
Nie jesteśmy w stanie założyć, ilu zawodników z akademii przebije się do pierwszego zespołu, zadebiutuje w reprezentacji itd. Wiele rzeczy wykreowało się przez pracę mojego sztabu, ale ta wizja, rozumienie celów było cały czas jasne i klarowne.

Zagłębie pokazało przede wszystkim, że można wprowadzać swoich zawodników z akademii, co w Polsce delikatnie rzecz ujmując kuleje. Wiem, że początkowo mieliście koordynatora z Holandii. To było takie ważne, żeby pokazać system?

- Zagłębie jest naprawdę dobrym przykładem do naśladowania dla innych klubów. Pokazuje, że ważne jest postawienie na silny fundament akademii, rozbudowanie infrastruktury treningowej, stworzenie godnych warunków do rozwoju. Zagłębie traktowane jest jak jakieś pozytywne wynaturzenie. Tak powinno dziać się w każdym klubie, przynajmniej ekstraklasowym czy pierwszoligowym. Pierwszym dyrektorem akademii był Richard Grootscholten, teraz jest Krzysztof Paluszek. Moja rola polegała na ścisłej współpracy z akademią. Pełniłem też funkcję edukacyjną. Można powiedzieć, że wiedziałem o akademii, każdej grupie, programie szkolenia wszystko. Tworzyliśmy jedność i tutaj nie było żadnych tajemnic. Wiele rzeczy konsultowaliśmy, czy to odnośnie rozwoju indywidualnego zawodników, systemów gry itp. Zagłębie organizowało staże podczas których trenerzy mieli okazję przypatrywać się funkcjonowaniu akademii oraz pracy pierwszego zespołu. Przez ten okres prawie czteroletniej pracy, na stażach trenerskich w klubie było około 300 trenerów.

Ścisła współpraca z akademią to w Polsce rzadkość...

- Trener w Zagłębiu nie ogranicza się tylko do funkcjonowania przy pierwszej drużynie. Nieskromnie powiem, że kompetencje i zaangażowanie mojego sztabu podniosły standardy pracy Zagłębia. Przyciągnąłem do klubu wielu wartościowych ludzi, jak Miłosz Stępiński, Paweł Habrat, Remigiusz Rzepka nie wspominając o moim sztabie Smolarow, Bako, Szymkiewicz. Wielu trenerów i pracowników akademii włączyliśmy do współpracy z pierwszą drużyną. Wiadomo, że kibice chcą sukcesu tu i teraz. My też chcemy sukcesów, ale przynajmniej, kiedy ja siadałem do podpisywania kontraktu, był one rozłożony w czasie. Miały wynikać z solidnej pracy.

Wspomniał pan o tym, że to kibice zawsze chcą od razu tego sukcesu, ale patrząc na realia polskiej piłki, ma się wrażenie, że dotyczy to także włodarzy klubów. Jak to się stało, że w Zagłębiu postawiono sobie tak rozsądne cele?

- Generalnie polska piłka jest zbudowana zbyt mocno na oczekiwaniach kibiców. Mamy trudności z oszacowaniem potencjału drużyny, klubu i odpowiednim dobraniem celów, szczególnie tych wynikowych. Wiadomo, że oczekiwania zawsze są duże, ale jeśli nie są one poparte odpowiednim budżetem, koncepcją, to wcześniej czy później, doprowadzi to do frustracji. Trzeba umiejętnie dobrać cele i zaplanować ich realizacje. Proszę mi powiedzieć czy samo mistrzostwo Polski coś zmieni?

W gablocie z trofeami pewnie tak.

- Każdy chce grać o mistrzostwo Polski i każdy o nie gra, ale nie każdy ma do tego warunki. Ci, którzy zarządzają klubem, muszą sobie zdawać sprawę, że trzeba patrzeć na niego nie tylko oczami kibica, ale też przedsiębiorcy. Co da samo zdobycie mistrzostwa Polski? Godzinną przejażdżkę po rynku miasta otwartym autobusem? Ok, ale co dalej? Jeśli nie ma do tego solidnych podstaw, to później rodzą się frustracje, bo sukces trzeba umieć odpowiednio skonsumować i go wykorzystać. Sportowo również jestem ambitnym człowiekiem i chcę grać o najwyższe cele, ale wszystko musi mieć mocne argumenty. Sam byłem zwolennikiem tego, żeby grać w pucharach. Nie zgadzam się z teorią o pocałunku śmierci.

Zagłębie grało w pucharach i to z nie najgorszym skutkiem.

- Tak i mimo takiej zadyszki, która przyszła w pewnym momencie, wszystko udało się wyprowadzić na prostą. Z tego sezonu popucharowego też dostałem dobrą lekcję. Przez 29 kolejek byliśmy w pierwszej ósemce, ale w 30. kolejce w doliczonym czasie gry w Gdyni z niej wylecieliśmy. Ta sytuacja miała trochę szerszy kontekst. Sprzedaliśmy Piątka i Dąbrowskiego, Starzyński miał kontuzję, a w zimie nie zrobiliśmy transferów. Mam dużą satysfakcję, że potrafiliśmy wyjść z tego kryzysu i nim zarządzać. Zagłębie jest drużyną, która wygrała najwięcej meczów w fazie play-off, w całej historii istnienia systemu ESA37. Za kilka miesięcy znowu byliśmy liderami, a ja odbierałem statuetkę z tytułem trenera września.

Co dla pana było najtrudniejsze w czasie pracy w Zagłębiu?

- Często trudno jest połączyć te wszystkie światy, o których mówiłem przy zmieniających się prezesach, dyrektorach, zawodnikach. To były setki trudnych decyzji, kogo wstawić, kogo zakontraktować, z kim się pożegnać, jak zbilansować drużynę, żeby wprowadzać młodych zawodników i utrzymywać tych wartościowych. Często do klubu przychodzą ludzie, którzy nie są złymi pracownikami, ale po prostu brakuje im doświadczenia, nie przeżyli jeszcze wielu porażek i jest w nich trochę takiej brawury.

Były takie sytuacje, w których musiał pan bardzo walczyć o swoje i tłumaczyć pewne kwestie osobom zarządzającym klubem?

- Myślę, że jednym z zadań trenera i dyrektora sportowego jest tłumaczyć i edukować osoby współzarządzające klubem. W sposób racjonalny i używając rzeczowych argumentów przekonywać do kierowania środków finansowych, realizacji procesu szkoleniowego, pozyskiwanie tego czy innego zawodnika. Nie wszyscy muszą się znać na piłce czy na treningu. Od tego jest trener i sztab. W Zagłębiu można było dostrzec proces wymiany starszych zawodników na młodszych. Często byli to bardzo wartościowi piłkarze, jak odchodzący w ostatnim czasie Michal Papadopulos, Dorde Czotra, Łukasz Piątek. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę, że chcemy rozwijać Filipa Jagiełłę, Adama Buksę, Alana Czerwińskiego, Jarosława Kubickiego czy Jarosława Jacha. Chcieliśmy dla nich robić miejsce i to było bardzo ryzykowne. Bezpieczniej byłoby jeszcze tych zawodników utrzymywać, co też kosztuje. Tę wymianę trzeba robić z wielkim wyczuciem i to jest ogromna odpowiedzialność. W wielu przypadkach to były świetne osobowości piłkarzy. Z ciężkim sercem żegnało się każdego z nich, ale realizowaliśmy założoną wizję.

W przypadku trenera wymaga też to dużej odwagi.

- Ja mam dużo satysfakcji, bo jeszcze w Polonii Warszawa wprowadzałem do zespołu młodych nieznanych zawodników. Pamiętam jakie larum było podniesione, jak odstawiłem od składu Ebiego Smolarka kosztem Pawła Wszołka, a Edgara Caniego kosztem Łukasza Teodorczyka. Teraz też odkryliśmy wielu młodych zawodników. Na pytanie, czy jestem odważny lepiej odpowiedziałby trener Adama Nawałka albo Marcin Dorna, czy też trenerzy młodszych reprezentacji. W 2017 roku Zagłębie Lubin dostarczyło do reprezentacji wszystkich kategorii wiekowych 21 zawodników.

Co jest najtrudniejsze w procesie wprowadzania nowych zawodników?

- Odwaga i cierpliwość. Dbanie o indywidualny rozwój zawodnika . O jego przygotowanie na wielu płaszczyznach. Ważny jest moment kiedy się takiego zawodnika wprowadza, czy jest już odpowiednio przygotowany fizycznie, technicznie, taktycznie i mentalnie. Trzeba przy tym mieć dużo wyczucia. Uważam , że młody zawodnik powinien stopniowo wchodzić do drużyny. Wprowadzenie Filipa Jagiełło było długie, zajęło trzy lata. Ciekawe zjawisko jest takie, że wprowadzaliśmy młodych zawodników jak Sobków, Andrzejczak, Żmijewski do I-ej drużyny dając im jakieś minuty gry a po sezonie oni sami i ich menagerowie nalegali na wypożyczenie do niższych lig. Okazywało się, że u nas dostawali więcej grania niż grając dwie klasy niżej.

Dlaczego odchodzą dobrzy zawodnicy z klubu czy nawet z naszej Ekstraklasy?

- Trzeba sobie zdawać sprawę, jakim się jest klubem, w którym miejscu drogi, klub się znajduje. Większość klubów w Polsce nie jest w stanie finansowo rywalizować z Legią czy Lechem. My jako Ekstraklasa nie jesteśmy w stanie finansowo utrzymać drogich i wartościowych zawodników jak np. Odjidja-Ofoe. Nie jesteśmy konkurencyjni, nie wytrzymujemy finansowo. Trzeba się z tym pogodzić, im szybciej to zrozumiesz i zaczniesz szukać swojej szansy, swoich rezerw gdzie indziej tym lepiej. Zdarza się, że klub wpłaca klauzulę odstępnego i po prostu zabiera zawodnika.

Wtedy już nie mamy nic do powiedzenia.

- Wtedy już nie ma wyjścia, ale od trenera oczekuje się wyniku i nikt nie patrzy na to, że tak się dzieje. Tak było wypadku Maćka Dąbrowskiego. Odszedł kilka dni przed meczem do mocniejszego finansowo rywala. Ja na pewno mam satysfakcję dobrze wykonanej pracy w Zagłębiu. Jest wiele rzeczy pomiędzy wierszami, o których się nie mówi.

Na przykład?

- Chodzi o te rzeczy, które są pomiędzy, czyli kontuzje, relacje, choroby, stosunki interpersonalne w drużynie. Zagłębie cały czas się zmieniało. Robiło się miejsce dla młodszych ale oni najpierw korzystali z doświadczenia tych starszych. Okres w Zagłębiu naprawdę wspominam bardzo pięknie. To był świetny czas, zdobyłem wielkie doświadczenie i na pewno jestem lepszym trenerem niż gdy przychodziłem do Zagłębia. Posmakowałem sukcesu i wiem, że stać mnie i polskie drużyny na więcej. Dla mnie to nie jest tylko jakaś tam praca. To jest pasja, część życia, coś więcej niż tylko pieniądze.
Rozmawiała: Adrianna Kmak

:arrow: Zagłębie Lubin. Piotr Stokowiec: Nie było czasu na pożegnania

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Piotr Stokowiec (Trener)
PostNapisane: 2018 sty Śr 10, 11:12 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 cze Cz 03, 13:04
Posty: 5217
Lokalizacja: LUBIN
Cytuj:
- Kierownik biegał z telefonem, żeby zmienić skład i wtedy wyrzuciłem go razem z telefonem. Straciłem po tym pracę, ale zyskałem szacunek u piłkarzy - opowiada w drugiej części rozmowy z eurosport.interia.pl były trener Zagłębia Lubin Piotr Stokowiec, wspominając początki swojej trenerskiej kariery. Szkoleniowiec odnosi się także do trudów budowania drużyny oraz wyjaśnia, dlaczego tak rzadko rozmawia z mediami.

Adrianna Kmak, eurosport.interia.pl: Co pan studiował?

Piotr Stokowiec, były trener Zagłębia Lubin: - AWF, kierunek WF, specjalizacja trenerska. Wyszedłem spod ręki profesora Jerzego Talagi i nieżyjącego już Rudolfa Kapery. Niewielu trenerom udaje się kończyć studia stacjonarne grając profesjonalnie w piłkę. Ja wiedziałem od początku, co chcę robić i cieszę się, że wybrałem taką, a nie inną drogę, trochę kosztem mojej piłkarskiej kariery, kiedy odchodziłem z II ligowej Korony Kielce do IV ligowego AZS AWF Warszawa.

Lepiej się pan czuje w roli trenera czy piłkarza?

- Zdecydowanie jestem lepszym trenerem niż byłem piłkarzem. Byłem zawodnikiem grającym z sercem, znam smak szatni. To mi na pewno pomogło jako trenerowi. Myślę, że byt dużo czasu straciłem będąc średnim piłkarzem, zamiast iść bardziej już w stronę trenerską. Daleki jestem jednak od żałowania czegokolwiek. Trzeba pamiętać, że trener to też jest człowiek. Mam za sobą piękne studia, udało się założyć świetną rodzinę. O tym nikt głośno nie mówi, ale rodzina na pewno w tym zawodzie cierpi. Mam trzy dorastające córki i wiele rzeczy nam uciekło. Jestem im wdzięczny, że zaakceptowały moją pasję, ale na pewno odbyło się to kosztem wielu chwil z dala od rodziny.

Rodzina cały czas mieszka w Warszawie?

- Tak, po studiach osiedliśmy w Warszawie. Kiedy jeszcze byłem piłkarzem, a dzieci nie chodziły do szkoły wszędzie byliśmy razem. Później to już ciągła rozłąka. Trudno byłoby wywracać życie rodziny przy ruchach trenerskich z jakimi mamy do czynienia.

Jak pan zdobywał trenerską wiedzę, żeby umieć połączyć pracę z pierwszą drużyną, akademią i innymi działami klubu? Wydaję mi się, że to nie jest coś ogólnie dostępnego.

- Myślę, że stosunki interpersonalne to moja mocna strona. Trzeba lubić ludzi i pracę z nimi. Umieć nimi zarządzać. Cały czas się tego uczę. Interesuję się tym, jak pracują firmy, jak to się wszystko odbywa. Teraz mam trochę czasu, żeby uzupełnić swoje menedżerskie umiejętności. Dużo czasu poświęcam na dokształcanie, poprawienie swojego angielskiego, bo nie ukrywam, że chciałbym pracować za granicą.

Jakaś konkretna, wymarzona liga?

- Nie. Lubię poznawać nowe miejsca, nowych ludzi. Nie byłoby dla mnie problemu przenieś się do innego kraju czy kontynentu. Ogólnie myślę, że życie to jest przyciąganie.

Siła podświadomości?

- Tak. Myślę, że ktoś, kto mnie potrzebuje, w końcu gdzieś mnie znajdzie. Tak to się w życiu dzieje. Póki co uczę się umiejętności menedżerskich, bo uważam, że to jest ważne. Trener musi rozumieć trochę takich działań korporacyjnych. Teraz uczę się też odpoczywać. Dostałem od mojego asystenta Łukasz Smolarowa książkę "Sztuka leniuchowania".

Zgłębia ją pan?

- Zgłębiam i staram się zastosować, chociaż nie jest to łatwe. Ostatnie siedem lat było bardzo pracowite, ale inne spojrzenie na to wszystko też mi się przyda. Uważam, że to też jest rozwijające. Jak potrzeba dobrej pracy, tak też potrzeba dobrego odpoczynku. Nie mam poczucia przygnębienia czy straty czasu. Myślę, że świetnie go wykorzystuje i moja trenerska kariera rozwija się prawidłowo. Nie można być za bardzo zachłannym. Ja na życie patrzę w perspektywie kolejnych 10 lat, a nie następnego sezonu. Chcę cały czas się rozwijać, iść do przodu i jestem gotowy grać o najwyższe cele. Wypracowałem wysokie standardy w swojej pracy. Jestem wymagający wobec zawodników, współpracowników, wobec samego siebie, ale myślę, że to jest jedyna droga. Wszystko musi być oparte na ciężkiej pracy. W Zagłębiu się udało, bo zawodnicy za tym poszli, mieli bardzo silną motywację wewnętrzną, chcieli być najlepsi, coś osiągnąć. Zawód trenera jest trudnym zawodem, ale bardzo fascynującym. Ta złożoność sprawia, że jest wiele zwrotów akcji, dużo składowych, żeby odnieść sukces.

Co według pana powinno się zmienić w polskiej piłce, żeby to patrzenie na klub przez włodarzy przybrało inną formę? Mówimy o potrzebie zmian od lat, ale tak naprawdę niewiele się w tym kierunku robi. Zwolnionych zostało już dziewięciu na 16 trenerów w tym sezonie.

- Uważam, że teraz nadchodzi czas specjalistów, oni dochodzą do głosu. Budując drużynę, sztab trzeba się nimi otaczać i oddawać konkretne działy w ich ręce. Klub wymaga wysokich kompetencji nie tylko na stanowisku trenera, ale też osób nim zarządzających. Trzeba rozumieć swoją rolę, zacząć od konstrukcji struktury klubu, hierarchii. Trener też potrzebuje specjalistów od przygotowania fizycznego, mentalnego, analityków, lekarzy, dietetyków itd. Największym problemem w polskich klubach jest komunikacja, walka o płaszczyznę do działania. Prezes, dyrektor sportowy, dyrektor marketingu, trener mają inną specyfikę pracy. Na przykład przy złej komunikacji dyrektor sportowy czuje się zagrożony, bo chciałby móc ingerować w proces szkoleniowy albo trener nie rozumie wielu procesów, które zachodzą w klubie, czy to marketingowych, czy finansowych. Wszyscy muszą znać te procesy od zawodników po szkoleniowców.

W Polsce ma się wrażenie, że w wielu klubach tych procesów się nie rozumie.

- Tak naprawdę, kim jest trener w klubie? Jest ważny, mniej ważny? Ja wiem, że jestem aż trenerem i tylko trenerem, częścią przedsiębiorstwa. Mam swój dział produkcji, ale jestem otwarty na współpracę z każdym działem, bo wiem, jak ważny jest na przykład marketing w klubie, żeby mógł on być odpowiednio finansowany. Nie wszyscy muszą znać się na piłce. Często uważa się, że były piłkarz jest odpowiednim kandydatem na każde stanowisko w klubie, bo kiedyś grał w piłkę. To jest trochę ślepa uliczka, bo ważne są kompetencje. Często trener musi powiązać światy ludzi ze sztabu medycznego, marketingu, prezesów czy właścicieli ze światem piłkarzy, 20-letnich chłopców, którzy nie mają doświadczenia życiowego, wiedzy, wykształcenia. To jest bardzo trudne. Trener ma dużą rolę, bo odpowiada za największy kapitał klubu, czyli zawodników, ich zdrowie i formę. Kupujemy piłkarza za ciężkie miliony, on doznaje kontuzji i klub może popaść w ruinę finansową, bo nie ma wyniku sportowego, inni zawodnicy tracą wartość itd. Dlatego też bardzo ważna jest umiejętność jasnego komunikowania się z kibicami, bo często z klubu nie wychodzą jasne komunikaty odnośnie tego, jaki jest stan finansowy, wizja klubu itp.

Pana rzadka obecność w mediach, to był raczej brak czasu czy niechęć do wypowiadania się?

- Słowa trenera dużo ważą i trzeba skupić się na tym, co i jak się mówi. To oddziałuje na klub, drużynę, kibiców. Trzeba być tutaj bardzo rozsądnym. Istnieją też te ograniczenia czasowe. Ja nigdy nie zamykałem się na media, ale na wszystko jest odpowiedni moment. Nie lubię tylko zdań wyrwanych z kontekstu.

Pan ogólnie jest człowiekiem, który lubi mieć podobno wszystko dobrze zaplanowane, a w piłce czasami nie da się pewnych rzeczy przewidzieć. Jak pan sobie z tym radzi?

- Generalnie lubię porządek, ale myślę, że trener powinien umieć odnaleźć się w każdej sytuacji. Ten zawód to nie jest praca w standardowych warunkach, ale cały czas reagowanie na to, co się dzieje na boisku i wokół drużyny. Podstawą jest dyscyplina, zasady. Każdy zawodnik musi znać swoją rolę na boisku, rozumieć zadania w ofensywie, defensywie, ale jest tutaj pole do kreatywności. Nie jestem zwolennikiem sztywnych reguł, bo piłka to kreatywność. Trzeba umieć szybko i trafnie podejmować decyzje. Bardzo dużą satysfakcję mam z meczu ze Śląskiem Wrocław, w którym od 44. minuty graliśmy w dziesięciu, w przerwie zdecydowaliśmy się wymienić dwóch zawodników, zmienić systemu gry i w ostatniej minucie zdobyliśmy bramkę, nie tracąc żadnej. Odnajdywanie się w niestandardowych sytuacjach powinno być drugim "ja" trenera.

Wspominał pan, że z niektórymi zawodnikami rozstawał się z ciężkim sercem. Był jakiś jeden, najtrudniejszy przypadek?

- Powiem szczerze, że nigdy nie chciałem za bardzo wyróżniać zawodników, żeby nikogo nie urazić, ale Michal Papadopulos, to tak wyjątkowa osoba, profesjonalista, że życzę każdemu, żeby spotkał na swojej drodze tak zaangażowanego i pracowitego zawodnika. Do tego jeszcze z tak świetną osobowością jak Michal.

Lepiej się panu współpracuje z młodymi czy już bardziej doświadczonymi piłkarzami?

- Bardzo cenię sobie osobowość i nie ma znaczenia czy to zawodnik młodszy, starszy. Na pewno bardziej mnie ciągnie w kierunku odkrywania młodych zawodników, którzy są głodni gry. Wprowadzanie ich do dorosłej piłki jest trudne, ale ekscytujące. Ze starszymi też potrafię znaleźć wspólny język. Chociażby Maciek Dąbrowski, który był w wieku pod 30 lat, a potrafiliśmy go odbudować, pokazać potencjał, możliwości. On trochę spuścił z tonu, nie wierzył za bardzo, że coś może jeszcze osiągnąć. Pamiętam, jak mówiłem mu, żeby mi zaufał, zamknął oczy i mocno poświęcił się pracy. W efekcie z nami zdobył medal i po raz pierwszy zagrał w pucharach, później było już mistrzostwo Polski z Legią, występy w Lidze Mistrzów. Może gdyby wcześniej wykorzystał swój potencjał zakończyłoby się to nawet reprezentacją.

Jest to duża satysfakcja widzieć, jak zawodnicy się rozwijają. Podobnie było w Polonii Warszawa, gdzie praktycznie wszyscy zawodnicy po dobrym sezonie znaleźli pracę. Tomek Brzyski chociaż miał już 31 lat zdążył, podobnie jak Dąbrowski, zdobyć jeszcze mistrzostwo Polski.

Pamiętam też na początku pracy w Zagłębiu, jakimi samochodami przyjeżdżali piłkarze na klubowy parking, a jakimi odjeżdżają teraz. Nawet pokazując to w trochę ordynarny sposób, widać, że zawodnicy rozwinęli się pod każdym względem. Musiał za tym iść rozwój sportowy.

Jak zmotywować zawodnika, który musi grać w obliczu tak dużych jak w Polonii problemów finansowych?

- Początki było bardzo trudne, bo musiałem wyrzucać zawodników z treningu jak Todorovskiego czy Dwaliszwiliego. Dochodziło do wielu frustracji z powodu niezapłaconych pieniędzy. Jasno postawiłem sprawę, że gramy o swoją przyszłość. Obrazowo przedstawiłem, że to statek pod banderą "Polonia Warszawa" i pracujemy, żeby się wypromować - ja jako trener i oni jako zawodnicy. Ci, którzy weszli na pokład bezwzględnie się temu poddali, grali dla swojego rozwoju, pasji. Potrzebna była motywacja wewnętrzna. Z niektórych może nawet zeszło ciśnienie, że nie muszą dźwigać ciężaru swojego wysokiego kontraktu, tylko grają dla przyjemności. Efekt był taki, że na półmetku rozgrywek byliśmy na trzecim miejscu z punktową stratą dla lidera. W zimie sześciu zawodników wyjechało z obozu, ale nikt na nikogo się nie obrażał. To było bardzo trudne, ale uczciwe. Przybiliśmy takiego mocnego "misia" na pożegnanie i trzeba było patrzeć do przodu. Wiedziałem, że zawodnicy są w trudnej sytuacji, niektórzy już mieli oferty. Nie mogłem ich zmusić, żeby grali za darmo, poprosiłem, aby przyjechali do Turcji, bo liczyłem, że jakoś środki się znajdą. To były świetne więzi trwające do dzisiaj.

Świetne więzi, ale zbudowane w bardzo trudnym okresie, gdzie nie wszyscy wytrzymują takie napięcie.

- Ja lubię proste i precyzyjne komunikaty. Często jest jednak w życiu tak, że zawodnicy nie doceniają, jak trener jasno mówi, czy kogoś będzie potrzebował, czy nie. To czasami jest bolesne, ale lepsza taka prawda i jasne określenie sytuacji niż mydlenie oczu. Wtedy część wysiadła, przyszli nowi a trener wiedział na czym stoi personalnie. Udało się ten sezon obronić na szóstym miejscu, mimo że drużyna się rozsypała praktycznie całkowicie. Wizerunkowo to był być może najlepszy czas Polonii w ostatniej historii. Chyba cała Polska nam wtedy kibicowała. Piłkarze pokazali, że potrafią fajnie grać w sytuacji chyba niemożliwej do zaakceptowania.

Początki jako trener miał pan niełatwe?

- Pierwszą próbę miałem rok wcześniej w epizodzie w Polonii. Było słynne dzwonienie na ławkę. Nie wiem, czy to nie był kluczowy moment. Debiutowałem w meczu z Widzewem. Przejąłem drużynę, o czym wtedy nie wiedziałem, na jeden mecz. Kierownik biegał z telefonem, żeby zmienić skład i wtedy wyrzuciłem go razem z telefonem. Po dobrym meczu przegraliśmy 0-1, ja straciłem pracę, ale myślę, że zyskałem szacunek w oczach zawodników, bo pokazałem, że nie dam sobą manipulować. Za rok z tymi piłkarzami odniosłem sukces. To było właśnie na bazie tej postawy, gdzie nie dałem się ugiąć. To trudny moment, kiedy trener zaczyna. Niektórym zależałoby być może tylko na utrzymaniu pracy. Ja się postawiłem.

Bronienie własnych zasad, to chyba najtrudniejsze zadanie w każdym zawodzie.

- Wychodząc spod ręki ludzi o tak wysokiej etyce zawodowej, jak Jerzy Talaga, Rudolf Kapera, czy Paweł Janas, zbudowałem mocny kręgosłup moralny. Jest to fundamentem do tego, żeby być trenerem. To coś co trudno znaleźć w książkach czy na wykładach. Trener powinien mieć mocny kręgosłup i grubą skórę. Dołożyłbym do tego trochę inteligencji, dystansu do siebie , świata i poczucia humoru. Bo jak to mówią: "dobre samopoczucie to połowa sukcesu, a bardzo dobre samopoczucie to pełny sukces".
Rozmawiała: Adrianna Kmak

:arrow: Zagłębie Lubin. Piotr Stokowiec: W piłce nadchodzi czas specjalistów

_________________
www.forum-soccer.home.pl

www.mkszaglebie.pl
www.zaglebie.org

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Piotr Stokowiec (Trener)
PostNapisane: 2018 lip Wt 31, 16:09 
Offline
Administrator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2004 kwi Wt 13, 20:16
Posty: 4876
Lokalizacja: Lubin
Dlaczego Stokowcowi miałoby tak bardzo zależeć na pozbyciu się pana?
- Nie mam pojęcia. To zły człowiek. Od razu patrzył na mnie krzywo. W końcu w Gdańsku doszło do spotkania. Byłem tam ja, Stokowiec, prezes Adam Mandziara i dyrektor Janusz Melaniuk. I zanim padło pierwsze słowo, Stokowiec powiedział „nie chcę ciebie, znajdź inny klub, daj nam spokój”. A to i tak pół biedy. Jeszcze gorsze rzeczy Stokowiec mówił mi w szatni. Nie uwierzyłbyś, co powiedział!


wiecej na :

http://www.sport.pl/pilka/7,65039,23733 ... przez.html

_________________
Milczenie jest złotem...
Obrazek
Zagłębie Lubin. To jest naprawdę ważne.
link ->zwrot kasy z giving assistant ->opis


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 51 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL

W ramach naszej strony wykorzystujemy “ciasteczka” (cookies) w celu zbierania anonimowych statystyk odwiedzających (przy pomocy AdSense) oraz obsługi sesji dla zalogowanych użytkowników i świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu. Możesz dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dla plików cookies w swojej przeglądarce.